18 lipca 2017

[29] Przedpremierowo: Czarna Madonna - recenzja


Cześć!
Witam w kolejnym poście! Dzisiaj nietypowo, ponieważ notka była wczoraj, a ta powinna ukazać się w piątek. Sprawcą całego zamieszania jest nowa książka Remigiusza Mroza - "Czarna Madonna". Zapraszam na przedpremierową recenzję!



Boeing 747 irlandzkich linii lotniczych miał wylądować w Tel Awiwie o trzeciej w nocy. Nigdy nie dotarł na miejsce, a kontakt z maszyną utracono gdzieś nad Morzem Śródziemnym. Na pokładzie znajdowało się 520 osób, w tym narzeczona Filipa, która miała odbyć pielgrzymkę do Bazyliki Grobu Świętego.

Przez pierwsze godziny Filip wierzy, że samolot się odnajdzie. Nic nie wskazuje na zamach, straż przybrzeżna nie odnajduje wraku, a co jakiś czas do kontroli lotów dociera sygnał z transpondera.

Co stało się z boeingiem? Jaki związek ma jego zniknięcie z podobnymi zdarzeniami?
I jakie znaczenie ma obraz Matki Bożej, nazywany Czarną Madonną?

Pierwsze odpowiedzi każą Filipowi sądzić, że niewiedza naprawdę jest błogosławieństwem.


Kolejna książka Remigiusza Mroza zawitała na moim blogu! No cóż, miałem najpierw w planach skończyć serię z Chyłką, ale na fanpage'u autora zaczęły pojawiać się dziwne znaki dotyczące premiery czegoś nowego, czegoś tajemniczego... Z niecierpliwością czekałem na premierę i możliwość zamówienia w przedsprzedaży nowego cudeńka od tego autora. Po wykonaniu preorderu książka przyszła do mnie już w piątek, choć premiera jest dopiero jutro. No cóż, pierwszy raz spotkałem się z czymś takim, aczkolwiek bardzo się ucieszyłem, że nie czekałem na zakup stacjonarny. Spędziłem z "Czarną Madonną" wspaniały weekend i początek nowego tygodnia. Okładka ogromnie rzuca się w oczy i jest dość kontrowersyjna. Nie zmienia to faktu, że bardzo mi się podoba i jest jedną z lepszych Mroza (obecnie mój faworyt to minimalistyczny "Behawiorysta"). 

Parafrazując posłowie: Zaczynając czytać tę książkę, nie miałem pojęcia, jak głęboki niepokój we mnie wywoła. Jak wiele strun w duszy zadrga mi niepokojąco, grając ponury, smutny nokturn. Opis jak i okładka wskazywały, że mamy do czynienia z czymś nowym, świeżym w dziełach tego autora, jednak nie spodziewałem się, że aż tak bardzo. Sam opis bardzo zachęca, chociaż nawet w ciemno zamówiłbym tę pozycję (sprawa okładki - Dark Crayon znów świetnie się spisał). Myślałem, że akcja będzie się działa wyłącznie wokół zaginionego Boeinga, aczkolwiek Remigiusz Mróz jak zwykle zaskakuje i z rozdziału na rozdział robi się coraz bardziej niepokojąco, a co z tym idzie ciekawie.

Styl pisania autora zdecydowanie odbiega od tego co dostaliśmy w innych książkach. Zarówno w seriach jak i książkach jednotomowych pisarz ma swój własny sposób tworzenia bohaterów, tworzenia akcji i jest wiele zabawnych akcentów. W tym przypadku było kompletnie inaczej. Tym razem autor wprowadził narrację pierwszoosobową, której ostatnio jest bardzo dużo. Lubię ją, bo wtedy lepiej możemy poznać autora i jego sposób myślenia oraz działania, lecz jest dobra, jedynie, gdy jest właściwie napisana, jak w tym przypadku. Remigiusz Mróz rzucił się na głęboką wodę, chcąc napisać horror, a na jeszcze głębszą, gdy ogromną rolę odgrywa religia. Wiele czytelników może być oburzonych chociażby okładką, a jeszcze bardziej tym, jak ogromną rolę odgrywają wydarzenia religijne, jednak należy pamiętać, iż jest to na potrzeby książki, która wypada pod tym względem wspaniale. Jednak właśnie przy tego typu wątkach czuję o wiele większy strach, niż w przypadku zwykłych potworów. Chyba każdego horrory religijne straszą o wiele bardziej. Podczas czytania "Czarnej Madonny" towarzyszył mi niemały niepokój... i o to chodziło! Wydarzenia rozgrywające się na kartach powieści straszyły, ale także zachęcały do dalszego czytania. To wszystko mnie przerażało, ale zarazem interesowało. Długo czekałem na książkę z tego gatunku, po której będę się bał w nocy, ale która będzie napisana dobrze. To właśnie "Czarna Madonna"!

Bohaterów poznajemy w trudnej sytuacji, ponieważ ważna dla nich obu osoba zaginęła w katastrofie lotniczej, a raczej w zniknięciu samolotu w przestworzach. Kinga i Filip wydawali mi się być inni, niż w innych książkach Mroza. Przez to, że akcja była opisywana przez narrację pierwszoosobową dobrze poznaliśmy jedynie głównego bohatera, a nie resztę. Oprócz tego zabrakło im komizmu, który towarzyszy wszystkim postaciom wykreowanym przez Mroza, jednak rozumiem ten zabieg. Ta książka miała siać niepokój i strach. Nie rozumiem jedynie postaci Istniejącego. Ten mężczyzna ogromnie mnie zainteresował, szkoda, że było go tak mało. Odkąd wyszedł z samolotu wiedziałem, że będzie jednym z lepszych punktów książki. No cóż, nie rozumiem kim on jest, skąd się wziął ani nic z rzeczy z nim związanych, jednak jest bardzo intrygujący.

Podsumowując "Czarna Madonna" jest jednym z tych horrorów, które mają genialną fabułę i potrafią straszyć. W posłowiu autor wspominał o dwóch ważnych rzeczach. Uwielbiam Stephena Kinga, a ja uważam, że jest to książka na jego poziomie, a nawet wyższym! Poza tym nigdy więcej nie napisze takiej książki. No cóż, apeluję teraz do pana Remigiusza, aby jednak przemyślał tę decyzję, bo naprawdę świetnie mu to wychodzi. Czekam na więcej! 

★★★★★
Vigilite itaque, quia nescitis diem neque horam.
Remigiusz Mróz - "Czarna Madonna"

17 lipca 2017

[28] Słońce też jest gwiazdą - recenzja



Cześć!
Witam w kolejnym poście! Dzisiaj porozmawiamy o nowej książce Nicoli Yoon - "Słońce też jest gwiazdą". Zapraszam!



Natasha pochodzi z Jamajki, ale od ósmego roku życia mieszka w Stanach. Jej rodzice przebywają w USA nielegalnie i zostają deportowani na Jamajkę. Natasha jest załamana i wściekła na ojca – to przez niego rodzina musi wracać tam, skąd przyjechała. Wierzy w naukę, a nie w miłość. Zwłaszcza po tym, jak zdradził ją chłopak!


Zapewne słyszeliście o tej autorce i jej poprzedniej książce "Ponad wszystko" (recenzja na blogu). Ostatnio było o niej naprawdę głośno z powodu premiery ekranizacji. Niedawno wyszła też druga powieść Nicoli Yoon - "Słońce też jest gwiazdą". Kupiłem ją już jakiś czas temu, ale dopiero teraz znalazłem w moim TBR lukę i wcisnąłem tę premierę. Okładka jest dość specyficzna ale bardzo mi się podoba. Grzbiety bardzo ładnie się komponują z "Ponad wszystko" na półce, co bardzo cieszy mój wzrok, hah. Opis z tyłu książki może wskazywać, że będzie to kolejna młodzieżówka, która nie należy do zbyt ambitnej literatury, jednak jest kompletnie inaczej. Ta powieść o wiele bardziej zachwyciła mnie od "Ponad wszystko", dlaczego?

Często zdarza się, że druga książka tego samego autora jest o wiele gorsza od debiutu, jednak w tym przypadku było kompletnie inaczej. „Słońce też jest gwiazdą” to ciekawa i pouczająca historia Natashy i Daniela. Bardzo polubiłem te główne postacie. W porównaniu do postaci z debiutu te wydają mi się bardziej dojrzałe. Niby są nastolatkami, lecz zachowują się dojrzale, jak dorośli ludzie. Mają prawdziwe życiowe problemy i radzą sobie z nimi, a nie użalają nad sobą. Natashy było mi przez całą powieść bardzo szkoda, za to z Danielem się ogromnie utożsamiałem. Jednym słowem bardzo ich polubiłem za ich "życiowość" i prawdziwość. Warto również wspomnieć, że między narracją Natashy i Daniela autorka opowiada historie ludzi spotkanych na ulicy. Autorka skradła tym moje serce, bo z czymś takim się jeszcze nie spotkałem, a było to cudowne. Nicola opowiadała historie na przykład strażniczki w budynku, którą wszyscy uważali za dziwną. Opisywała kim dokładnie jest, jaki ma cel i dlaczego to robi. Naprawdę bardzo mi się to spodobało, bo poruszała problemy nie tylko głównych bohaterów, ale także przypadkowych ludzi. To pokazuje, że nie tylko my mamy kłopoty, ale także inni ludzie wiodą swoje życie. 

Akcja książki dzieje się przez jeden dzień, lecz zostajemy przenoszeni w retrospekcjach do przeszłości bohaterów. Ta książka dowodzi, że przez jeden dzień może stać się naprawdę wiele! Autorka opowiada między innymi o problemach współczesnej młodzieży. Zdecydowanie nie jest to typowa książka z tego gatunku, bo wątek romantyczny czyli spotkanie chłopaka i dziewczyny na ulicy to tylko wierzchołek góry lodowej. "Słońce też jest gwiazdą" porusza także wiele ważnych problemów dzisiejszego świata. Zawiera w sobie ogromny morał, który porusza i zapamiętuje się go na zawsze. Epilog tej książki jest magiczny i przepiękny. Choć w ostatnim rozdziale odrobinę się zawiodłem to w tej końcówce się zakochałem. Tutaj także mamy wielką naukę - nawet najmniejsze czyny mają wpływ na czyjeś życie.

Autorka pisze lekko i przyjemnie, ale jak wspominałem porusza ważne tematy. "Słońce też jest gwiazdą" bardzo mi się podobało i trafia na listę moich ulubionych młodzieżówek. Zdecydowanie polecam! 
 
★★★★★
Wmawiamy sobie, że wszystko ma swoją przyczynę, ale tak naprawdę karmimy się bajkami. Sami wymyślamy powody, które nic nie znaczą.
Nicola Yoon - "Słońce też jest gwiazdą"

14 lipca 2017

[27] Egzorcysta - kilka słów o klasykach



Cześć! 
Witam w kolejnym poście! Dzisiaj już prawidłowa notka z serii "Kilka słów o klasykach". Nie będzie to typowa recenzja, więc nie będę wystawiał oceny, tylko przedyskutuję kilka fragmentów książki, które były według mnie dobre oraz złe. Dzisiaj z okazji czterdziestlecia tej książki przygotowałem wpis o "Egzorcyście", podobno klasyce horroru. Czy warto sięgnąć po tę pozycję? Zapraszam!


Georgetown w Ameryce, lata 70. XX wieku, dwunastoletnia Regan bawi się spirytystyczną tabliczką ouija. Nawiązuje kontakt z bytem przedstawiającym się jako Kapitan Howdy. Wkrótce w jej otoczeniu dochodzi do paranormalnych zjawisk, a dziewczynka przejawia objawy opętania.

Zaniepokojona drastycznymi zmianami w zachowaniu córki oraz niewytłumaczalnymi zdarzeniami Chris MacNeil, uwielbiana gwiazda filmowa, zabiera Regan do lekarza. Ponieważ ani ten, ani kolejni lekarze niczego nie potrafią ustalić, zdesperowana Chris prosi o pomoc znajomego duchownego, przechodzącego poważny kryzys wiary młodego ojca Damiena Karrasa. Ten podejmuje się odprawienia egzorcyzmów. Pomocy udziela mu doświadczony, schorowany ojciec Lankester Merrin, dla którego spotkanie z demonem okazuje się nie być pierwsze. Rozpoczyna się walka o uwolnienie dziewczynki z rąk demona…

Na podstawie powieści powstał wielokrotnie nagradzany (między innymi dwoma statuetkami Akademii Filmowej) jeden z najbardziej szokujących obrazów w historii, kultowy dziś film w reżyserii Williama Friedkina.



Zapewne wiele razy spotkaliście się z tym dziełem, ja niejednokrotnie. Można o nim powiedzieć, że jest prawdziwą klasyką gatunku zarówno filmowego jak i książkowego. Sami możecie wybrać, gdzie odegrał większą rolę. Jak dla mnie w obu przypadkach "Egzorcysta" jest bardzo ważny, bo zaskakiwał i nadal zaskakuje, ale w latach 70. XX wieku przełamał wiele tematów tabu. Postanowiłem, że i ja chcę się przekonać ile ta książka jest warta, a sięgnąwszy po lekturę z bibliotecznej półki, nie wiedziałem, że wywrze na mnie dość duże wrażenie. Bo tak naprawdę nie jest to typowy horror. Znowu byłem nastawiony na ogromnie straszny dreszczowiec, tak jak w przypadku nieudanego "Lśnienia" (recenzja na blogu). Owszem, było miejscami strasznie, lecz nie tak bardzo. Dostałem coś kompletnie innego niż się spodziewałem, lecz i tak było to dobre.

Historia przedstawiona w tej książce jest dość typowa, lecz nie była taka w tamtych czasach. Dzisiaj powstaje wiele niszowych filmów i lektur o egzorcyzmach, lecz nie są to dzieła przekazujące jakieś wartości. W tym przypadku jest kompletnie inaczej. Córka znanej gwiazdy filmowej po zabawie tajemniczą tabliczką ouija zostaje opętana przez tak zwanego Kapitana Howdy'ego. Jej zachowanie diametralnie się zmienia. Zrozpaczona matka po diagnozach lekarskich zgłasza się do księdza egzorcysty. Ile razy przerabialiśmy coś takiego w popkulturze? Mogę tu przytoczyć między innymi "Egzorcyzmy Emily Rose" czy "Egzorcyzmy Anneliese Michel". Oczywiście są to historie oparte na faktach, jednak także zostały zekranizowane. W tym przypadku jednak nie była to typowa opowieść o wyganianiu złego ducha z ciała człowieka, lecz bardziej powieść psychologiczna. Oczywiście do końca nie wiadomo, czy dziewczyna została opętana, czy po prostu była to choroba psychiczna. Nie zostało to wyjaśnione, bo w tym przypadku było wiele wątpliwości dotyczących rzekomego opętania. Ten problem musicie rozważyć sami. 

Miałem niemały problem z bohaterami, bo nie mogłem wystarczająco się skupić, by poznać kto tak naprawdę jest kim w domu Chris. Znałem ich, lecz niezbyt wiedziałem co oni tam robią i dla mnie byli oni kompletnie niepotrzebni. Bez nich cała opowieść toczyłaby się nadal i według mnie byłaby nawet lepsza niż z nimi. Samej Regan było dla mnie kompletnie za mało. Niby opowieść jest o niej, ale raczej tylko kręci się wokół niej. Według mnie autor powinien bardziej przybliżyć jej zachowanie, jeżeli sami mamy oszacować, czy była opętana, czy chora. Oprócz wielu diagnoz lekarzy i życia prywatnego księdza autor powinien napisać o wiele więcej o dziewczynce. To było bardziej potrzebne.

Sama historia całkowicie mnie nie przeraziła, miejscami była przerażająca, lecz nie tak, żebym miał później koszmary. Jednak klimat "Egzorcysty" jest wspaniały. Sam sobie wyobraziłem całą scenerię, automatycznie pomyślałem o tym, że cały czas jest tam burza, wieje chłodem... Takie typowe sytuacje, lecz iście przerażające podczas egzorcyzmów. Autor od samego początku buduje napięcie, by na końcu je rozładować. Jednak ten koniec także nie był dla mnie idealny. Pięćdziesiąt stron na tytułowe egzorcyzmy to kompletnie za mało. Najciekawszej części książki, było po prostu najmniej. Na tym bardzo się zawiodłem.

Podsumowując "Egzorcysta" nie jest typowym horrorem, a dreszczowcem psychologicznym. Mnie bardzo nie wystraszył, lecz wstrząsnął tym, co dzieje się na świecie. Autor zostawił wiele niedomówień, co jest dość interesującym zabiegiem. Książka mi się podobała i była bardzo potrzebna w tamtych czasach, jednak nie sądzę, żebym do niej wracał.

Do następnego postu
xx K

10 lipca 2017

[26] Kasacja - recenzja


Cześć!
Witam w kolejnym poście! Znów na blogu nastał mroźny klimat, bo recenzja kolejnego Mroza - tym razem "Kasacja". Zapraszam!



Książka nominowana w Plebiscycie Książka Roku 2015 lubimyczytać.pl w kategorii Kryminał sensacja Thriller.

Manipulacje, intrygi i bezwzględny, ale też fascynujący prawniczy świat…
Syn biznesmena zostaje oskarżony o zabicie dwóch osób. Sprawa wydaje się oczywista. Potencjalny winowajca spędza bowiem 10 dni zamknięty w swoim mieszkaniu w towarzystwie ciał zamordowanych osób.
Sprawę prowadzi Joanna Chyłka, pracująca dla bezwzględnej, warszawskiej korporacji. Nieprzebierająca w środkach prawniczka, która zrobi wszystko, by odnieść zwycięstwo w batalii sądowej. Pomaga jej młody, zafascynowany przełożoną, aplikant Kordian Oryński. Czy jednak wspólnie zdołają doprowadzić sprawę do szczęśliwego finału?
Tymczasem ich klient zdaje się prowadzić własną grę, której reguły zna tylko on sam. Nie przyznaje się do winy, ale też nie zaprzecza, że jest mordercą.
Dwoje prawników zostaje wciągniętych w wir manipulacji, który sięga dalej, niż mogliby przypuszczać.



Jeżeli jeszcze nie zauważyliście rok 2017 jest dla mnie rokiem Remigiusza Mroza! Zamierzam przeczytać większość książek tego autora, bo raczej nie uda mi się przeczytać wszystkich - panie Remigiuszu, to niemożliwe! - Oczywiście następna w kolejce "Czarna Madonna", zamówiona w przedsprzedaży i mam nadzieję, że akcją nie będzie ustawać temu thrillerowi prawniczemu. Zanim zacząłem moją jakże wspaniałą przygodę z tym właśnie autorem nie pomyślałbym, że zostanę wiernym fanem polskiej literatury, a tym bardziej polskiego kryminału, o thrillerze prawniczym już nie wspominając. No cóż... ten człowiek pisze same wspaniałe książki i nawet jeśli nie jesteście fanami gatunku, dana pozycja musi się Wam spodobać! Akurat byłem na lotnisku, bo leciałem na wakacje, a gdy odwołano lot musiałem sobie czymś poprawić humor, więc czym prędzej pobiegłem do lotniskowego stoiska z książkami i długo się nie zastanawiając, wziąłem "Kasację". Z tym wiąże się też historia, że zamiast pierwszego tomu wziąłem drugi i dopiero po kilku chwilach czytania stwierdziłem, że to coś nie gra. Na szczęście mogłem to wymienić. ;)
Muszę się przyznać, że było warto!

Takiej fabuły jeszcze nie czytałem! Od pierwszych stron zostajemy wrzuceni w wir akcji i jeśli ma się dużo czasu, można nie przestać, aż do końca. Mnie książka zajęła około trzech dni, choć gdybym miał mniej zajęć przeczytałbym wszystko w jeden. Jak to zwykle bywa u Remigiusza Mroza, kończąc jeden rozdział, chce się już czytać kolejny, bo cały czas dzieje się coś ważnego. Nie ma czasu, żeby odetchnąć i poukładać sobie w głowie kto jest naprawdę kim i co się właściwie dzieje. Jednak tym razem oprócz wyłącznie akcji, mamy spory dodatek humoru w postaci Joanny (pod żadnym pozorem Asi!) Chyłki, która chyba stała się moją ulubioną bohaterką literacką, ale o niej później. Akcja, humor... czego chcieć więcej? Niektórym może brakować wątku romantycznego, ale ja zauważyłem odrobinę chemii, choć było to naprawdę subtelne i myślę, że na tym się skończył romans tej dwójki. Oprócz tego autor wykonał genialny zabieg, bo postać pani adwokat już skądś znam. Skąd? Z książek o Wiktorze Forście, bo właśnie tam, ona broniła go w sądzie. Nie wiem jak Wam, ale mnie bardzo się to podoba. Może w dalszych częściach spotkam inne znane twarze?

Ostatnio bardzo interesuje mnie wątek prawniczy w literaturze/filmie/serialu (niepotrzebne skreślić). Wcześniej obejrzałem "Sposób na morderstwo" lub jak kto woli "How to get away with murder" z genialną Violą Davis, a może chcielibyście recenzje seriali? Tak jak zacząłem, ostatnio te tematy mnie pochłaniają, więc to był wyśmienity dodatek, bo przecież Remigiusz Mróz skończył prawo, czym jest nie tylko moim autorytetem literackim, ale także zawodowym (?). Osobiście chciałbym mieć takie szczęście, jakie miał Kordian!

Przechodząc do bohaterów, muszę zacząć od zjawiskowej, wspaniałej, idealnej, cudownej, jedynej w swoim rodzaju Joanny Chyłki. Ta kobieta to wielka petarda, jest niezwykła w każdym calu. Jak już pisałem, jest to moja nowa ulubiona postać literacka. Uwielbiam ją za jej determinacje, a co najważniejsze humor. Podczas czytania "Kasacji" można się nieźle uśmiać, bo jej teksty są po prostu genialne. Jeszcze lepiej, gdy jest z dość nieporadnym Oryńskim. Ten duet prawniczy zasługuje na idealne odwzorowanie w swojej ekranizacji, która powoli nadchodzi. Jeśli chodzi o Kordiana jego także bardzo polubiłem. Myślę, że mogę się z nim utożsamiać, bo odrobinę go przypominam. No cóż, bohaterowie to strzał w dziesiątkę!

Podsumowując - "Kasacja" jest jedną z tych lepszych książek Remigiusza Mroza. Są same dobre, lecz ta ląduje na półeczce "Te lepsze", chociaż... czy to możliwe? Jego wszystkie dzieła są wspaniałe! Jeżeli chcecie spędzić genialnie czas z dużą dawką akcji i niebanalnym humorem to jest to książka dla Was, a jeśli nie interesuje Was akcja, przeczytajcie to dla Joanny Chyłki, bo naprawdę warto!


★★★★★
Na świecie jest właśnie taka sprawiedliwość, jaką dostaliśmy. Każdy ma swoją rolę do odegrania. Prokurator wyolbrzymia, my pomniejszamy, a sędzia szuka czegoś pośrodku. A przedtem ktoś układa normę prawną, wokół której wszyscy tańczymy jak pieprzeni Indianie, odpychając się wzajemnie i podkładając sobie nogi. To jest sprawiedliwość w demokratycznym wydaniu.
Remigiusz Mróz - "Kasacja"


7 lipca 2017

[25] Zapach domów innych ludzi - recenzja

Podobny obraz

Cześć! Witam w kolejnym poście! Dzisiaj porozmawiamy trochę o niezwykłej nowości od wydawnictwa Jaguar. Zapraszam!


Wielowątkowa opowieść o miłości, nieszczęściu, uśmiechach fortuny i zbawieniu. Znakomity debiut autorki, rozgrywający się na dalekich i wciąż dzikich rubieżach Alaski – najdalszego stanu Ameryki. Osadzona w egzotycznych realiach, głęboko poruszająca i autentyczna historia życia czwórki ludzi, mistrzowsko opisana przez pochodzącą z Alaski Bonnie-Sue Hitchcock, jedną z najbardziej obiecujących współczesnych pisarek. Tej książki nie da się zapomnieć.


O książce dowiedziałem się z jednego z blogów książkowych, który regularnie czytuję. Bardzo zainteresował mnie opis książki, a recenzja tym bardziej mnie zachęciła do lektury, więc już od dłuższego czasu planowałem kupno tej książki. Przy najbliższym zamówieniu książkowym po prostu dodałem ją do koszyka i po kilku dniach przyszła, zachwycająca.

Najbardziej zaciekawiła mnie okładka oraz tytuł, iście poetycki. Moja książkowa intuicja mnie nie zawiodła, bo dostałem to, czego się spodziewałem, ale powracając do tematu. "Zapach domów innych ludzi" - z czym Wam się to kojarzy? Mnie z ciekawą historią, nie do końca dobrą, interesującej osoby, a tak właśnie było. Dodatkowo okładka jest jedną z ładniejszych jakie sam posiadam. Ona także buduje klimat mroźnej Alaski. Samotny dom, śnieżne zaspy i to gwieździste niebo... Mógłbym się nad tym rozwodzić jeszcze bardzo długo, ale jest naprawdę piękna. Według mnie sam tytuł jak i okładka bardzo zachęcają czytelnika do sięgnięcia po tę lekturę!

Fabuła jest historią z życia kilku bohaterów, którzy są w zbliżonym wieku. Można uznać, że każda z nich jest odrębna, lecz w pewnym momencie wszystkie łączą się w całość. Bardzo polubiłem mieszkańców Alaski, choć nie spodziewałem się tego, że autorka osadzi swoją opowieść w latach siedemdziesiątych, lecz bardzo mi się to spodobało. Wracając do bohaterów - oni wszyscy byli tacy ludzcy, nie tacy jak w dzisiejszych książkach młodzieżowych. Brakowało popularnych dzieciaków, którzy gnębią tych biedniejszych. Postacie byli normalnymi nastolatkami, lecz dobrymi dla siebie nawzajem. Nie potrafię tego precyzyjnie określić, lecz bardzo ich wszystkich polubiłem za to, że nie stawali do siebie wilkiem, a wspierali. Piękne dziewczyny wolne dnie spędzają na pomocy przy połowach, a chłopcy także nie próżnują. Wszyscy pomagają rodzinie, bo wiedzą co jest ważne, lecz sami często rezygnują ze swoich marzeń. Najbardziej ze wszystkich polubiłem Ruth i Hanka, najprzyjemniej czytało mi się historię dziewczyny wysłanej do zakonu, lecz inne także były interesujące i miały swoją magię. 

Hitchcock świetnie wykreowała świat. Jak dla mnie idealnie i plastycznie opisywała wszystkie wydarzenia, ale też realia panujące w tamtych czasach w tamtym miejscu. Sam poczułem, że razem z postaciami przemierzam mroźną Alaskę. Wielkie wrażenie zrobiły na mnie właśnie te opisy, właśnie dzięki nimi sami mogliśmy poczuć tytułowy zapach domów innych ludzi. Autorka przeniosła nas do refleksyjnej krainy, gdzie życie opiera się na prostych a zarówno surowych zasadach. Głowni bohaterowie musieli się wielu rzeczy wyrzec, by żyć w taki sposób jak ich przodkowie. Jest to doprawdy wzruszająca historia mająca swoją magię. 

Podsumowując "Zapach domów innych ludzi" jest przepiękną opowieścią, lecz według mnie lepszą na jesienne okresy, gdzie mamy więcej czasu na refleksje i przemyślenia. Autorka zauroczyła mnie historiami bohaterów, ale także plastycznymi opisami Alaski z lat 70. Mam nadzieję, że w najbliższym czasie będę mógł przeczytać jeszcze jakąś książkę tej wspaniałej kobiety. I właśnie dla tej historii daję jedną gwiazdkę więcej w skali.

★★★★★

Niektórzy ludzie z pozoru wydają się zupełnie nieszkodliwi, a w rzeczywistości tylko czekają, by wybuchnąć, i jeśli człowiek zanadto się do kogoś takiego zbliży, może się boleśnie sparzyć.
Bonnie-Sue Hitchcock - "Zapach domów innych ludzi"

3 lipca 2017

[24] Ponad wszystko - recenzja


Cześć!
Witam w kolejnym poście! Dzisiaj porozmawiamy o tak zwanej książce idealnej na wakacje. Mowa oczywiście o "Ponad wszystko". Zapraszam! 



Maddy jest uczulona dosłownie na wszystko. Nigdy nie opuszcza domu, a jedynymi osobami, które widuje, są jej mama i pielęgniarka. Ale pewnego dnia musi zmierzyć się ze światem zewnętrznym i wtedy spotyka Olly’ego. Czy podejmie największe ryzyko w swoim życiu?


Chciałem przeczytać tę powieść już rok temu, gdy zrobiło się o niej bardzo głośno. To właśnie w 2016 cały polski booktube i blogosfera zawrzał i wszyscy zachwycali się "Ponad wszystko". Niestety wtedy nie udało mi się wcisnąć tej książki w mój literacki grafik, a później po prostu o niej zapomniałem. Przypomniał mi o niej zwiastun filmu, który teraz zagościł w kinach. Zakochałem się w samym teasterze, a wyznając zasadę 'najpierw książka, potem film' stwierdziłem, że pierwowzór literacki musi być o niebo lepszy, więc na początku wakacji to zakupiłem. Czy warto?

Pomysł na fabułę jest bardzo dobry. Wcześniej nie spotkałem się w literaturze czy kinematografii wątku choroby nie pozwalającej wyjść na świat. To przerażające jak ta choroba ogranicza ludzi i całe ich życie. O tym możemy się dowiedzieć z kart tej powieści. 

Główna bohaterka - Maddie - praktycznie całe życie spędziła w swoim domu. Ma kontakt jedynie ze swoją mamą, pielęgniarką Carlą, lekarzem i nauczycielami, którzy dają jej lekcje przez komunikator internetowy. Oprócz tego ma internetowych przyjaciół. Całe dnie spędza czytając książki, oglądając z mamą filmy czy grając z nią w gry. Brzmi jak opis typowej blogerki lub geeka, więc jej postać odrobinę skojarzyła mi się z "Fangirl" od Rainbow Rowell. Jednak pewnego dnia jej całe życie odwraca się do góry nogami, bo do sąsiedniego domu wprowadza się nowa rodzina. Główna bohaterka jest bardzo sympatyczna i bardzo było mi jej szkoda, lecz momentami strasznie mnie irytowała swoim infantylnym zachowaniem. Jednak bardzo spodobał mi się delikatny sposób w jaki opisuje to Nicola Yoon. Było tak bardzo prawdziwe, choć odrobinę przesłodzone, lecz bardzo subtelne. Drugi główny bohater - Olly - jest według mnie ciekawszą postacią. Nie jest to typowy chłopak z problemami, który ukrywa swoją przeszłość i stara się być zły, bo takich osób bardzo nie lubię. On był bardzo miły, lecz jego rodzina była okropna. Zaintrygował mi swoim sposobem bycia i zainteresowaniami, a głównie tym jak pozory mogą mylić. Czy posądzilibyście chłopaka całego ubranego na czarno (jak ja) uprawiającego parkour o to, że jest jednym z inteligentniejszych uczniów z matematyki? Muszę jeszcze wspomnieć o postaci Carli, która jest wspaniała! Odrobinę przerysowana, lecz dająca nadzieję i przekazująca wiele prawd życiowych, których nie nauczymy się z podręczników. Bohaterowie są jak najbardziej na plus!

Zakończenie jest bardzo nieprzewidywalne. Nie wpadłoby mi do głowy to, co stało się na ostatnich stronach powieści. Środek przewidziałem, i wiedziałem, że takie coś się stanie. Zakończenie jednak niezbyt mi się spodobało. Byłem przekonany, iż całe "Ponad wszystko" będzie utrzymany w słodkim klimacie, gdzie wszystko da się naprawić przeprosinami z piosenką Petera Gabriela w tle (jeżeli wiecie o co chodzi) jednak się przeliczyłem. Ogólnie troszkę nie rozumiałem co się dzieje, dopiero po przeczytaniu musiałem sobie wszystko ułożyć w głowie. 

"Ponad wszystko" jest dość schematyczną książką, lecz przedstawioną na nowy, świeży sposób. Przekazuje ogromne wartości takie jak wiara w marzenia, możliwość dokonania tego, co chcemy osiągnąć. Nie żałuję, że po nią sięgnąłem, bo spędziłem naprawdę wspaniałe popołudnie. Polecam!

★★★
Jeśli człowiek nie żałuje, znaczy że nie żył.
Nicola Yoon - "Ponad wszystko"

30 czerwca 2017

[23] Świt, który nie nadejdzie - recenzja


Cześć!
Witam w kolejnym poście! Na moim blogu znowu zawiało mrozem, bo skończyłem "Świt, który nie nadejdzie" od niezawodnego Remigiusza Mroza! Czy jest tak dobry jak reszta pozycji tego autora? Zapraszam! 


Odważysz się wejść w przestępczy świat przedwojennej Warszawy?

Były pięściarz, Ernest Wilmański, to człowiek bez przeszłości. Stracił wszystko, co miał do stracenia. W poszukiwaniu nowego życia wyjechał do stolicy, jednak znalazł się w złym czasie i w złym miejscu. Zanim zaczął rozglądać się za pracą, praca znalazła jego i… nie miała nic wspólnego z uczciwym zarobkiem.

Wilmański wbrew swojej woli został wciągnięty w świat Banników, grupy przestępczej, która swą nazwę zawdzięcza temu, że z przeciwnikami rozprawia się tak, jak robił to słowiański demon – topiąc ich w baniach.

Ernest wspina się po gangsterskiej drabinie, nie spodziewając się, że jedna kobieta może pokrzyżować wszystkie jego plany. Ani że zjawy z przeszłości dopomną się o uwagę…



Kolejna książka Remigiusza Mroza na moim koncie! Coraz bardziej zbliżam się do poziomu zero, została mi tylko Chyłka i Parabellum. Jeżeli po ilości zrecenzowanych książek tego autora nie zauważyliście, to powiem Wam, iż jestem ogromnym fanem tego pisarza i jego wszystkie książki są genialne. Marzę o tym, by kiedyś w Szczecinie było podpisywanie książek i na wszystkich moich egzemplarzach widniał jego autograf... Ale już odbiegam od tematu! Nie chciałem się teraz zagłębiać w serie, więc sięgnąłem po jednotomówkę, a że "Świt, który nie nadejdzie" swoje już odleżał, postanowiłem, że to właśnie na niego nadszedł czas. Sama już okładka mówi, że będzie mrocznie i klimatycznie, a dla mnie atmosfera w książce jest naprawdę ważna. A co z resztą?

Zacznę od tego klimatu, jak już o nim wspomniałem. Jest naprawdę dobrze zrobiony. Tym razem Remigiusz Mróz przenosi czytelnika do przedwojennej Warszawy. Autor pokazuje, że nie czuje się dobrze jedynie w górach i rodzinnym Opolu, ale też wspaniale opisuje nie do końca przyjazną stolice. Na ulicach szerzy się prostytucja, kradzieże, bieda i miastem rządzą dwa silne gangi. Akurat niedawno wróciłem z wycieczki do Warszawy, więc podczas lektury mogłem przypomnieć sobie poszczególne ulice i części miasta, które nadal istnieją. Bardzo miło jest być w miejscu, gdzie rozgrywa się akcja jakiejś książki. Opowieść na pewno nie jest kolorowa, a realistyczna. Stolica nie jest tylko dla bogaczy, ale także dla biedaków, którzy żebrzą na ulicach. Klimatyczny realizm to największy atut tej książki. Podziwiam Remigiusza Mroza za tak wspaniałe opisy czasów, w których nie żył. Wykazał się tam wysokim kunsztem literackim.

Przejdę do bohaterów, którzy także stoją na poziomie. Ich historie bardzo mnie zaciekawiły a szczególnie Elizy. Na ulicach Warszawy powstawały już pierwsze oddziały kobiecej policji i ta postać tam wstąpiła. Spodobało mi się jej zacięcie, odwaga, a najbardziej to, że pokazała kobiecą siłę i już w dawnej stolicy było "girl power". Bardzo ją za to podziwiam. Ernest także był postacią z ciekawą historią życia. Były bokser przyjeżdża do dużego miasta i od razu dołącza do silnego gangu. Z tym musi wiązać się ciekawa historia. Niestety dalej okazało się być gorzej. Po pierwszych stu stronach okazało się, że to nie jest temat, który mnie interesuje. Wydarzenia były ciekawe jedynie miejscami, a rozmowy Ernesta z szefem gangu naprawdę mnie nudziły. Nie mówię, że było to źle, bo niektórym może się to spodobać, jednak mnie to odrobinę nużyło. 

Podsumowując "Świt, który nie nadejdzie" to przede wszystkim wspaniały klimat i życiowi bohaterowie. Myślę, że nad wydarzeniami można by było popracować, by były ciekawsze. Uważam, że jeden tom w zupełności wystarczy, by zawrzeć w nim całą historię.


★★★✩✩

Tam gdzie tafla najspokojniejsza, dno znajduje się najgłębiej.
Remigiusz Mróz - "Świt, który nie nadejdzie"

26 czerwca 2017

[22] Tylko najlepsze: Książki na wakacje

Cześć!
Witam w kolejnym poście! Dzisiaj przedstawię Wam najlepsze, według mnie, książki na okres wakacyjny, który już się zaczyna. Tym wpisem zapoczątkowuję nową serię na blogu jaką jest "Tylko najlepsze". Będę tu przedstawiał najlepsze w danej dziedzinie książki, filmy, autorów... Być może też najgorsze. Mam nadzieję, że się Wam spodoba, zapraszam! :)


1. Ktoś mnie pokocha. 12 wakacyjnych opowiadań. - opracowanie zbiorowe



Książka wyszła prawie równo rok temu w czerwcu. Była to głośna premiera, bo można było ją zakupić w moondrive boxie, ale także jako osobny produkt. Tak samo jak w przypadku wcześniej wydrukowanego "Podaruj mi miłość. 12 świątecznych opowiadań" mamy dwanaścioro autorów i dwanaście opowiadań o tematyce wakacyjnej. Bożonarodzeniowe bardzo mi się spodobały, więc długo się nie wahałem z kupnem tej pozycji. Tym razem nie dostaliśmy wielu znanych autorów, lecz takich, których w Polsce jeszcze nie wydawano. Nie mniej jednak króciutkie opowiadania były wspaniałe! Każde było inne i w każdym panował niesamowity wakacyjny klimat. Lato, miłość, wypoczynek..., ale nie tylko! Nie było tu tylko takich oklepanych tematów, ale coś naprawdę oryginalnego. Zdecydowanie polecam!



2. Początek wszystkiego - Robyn Schneider



Głośna tegoroczna premiera także od wydawnictwa Moondrive. Zachęca już sama szata graficzna, bo okładka powieści jest przepiękna i sama nastraja w klimat wakacji. Środek także utrzymuje poziom, może nie do końca letnia, ale lekka, przepiękna pozycja. Co mogę więcej napisać? Zapraszam do recenzji: [klik].



3. Panika - Lauren Oliver



O "Panice" mogliście słyszeć wiele dobrego, ale też jeszcze więcej złego, jak ja. Nie jest to najnowsza książka, lecz według mnie idealna pozycja na jeden raz. Jej sceptycy mówią, że podobnie jak "Czerwona królowa" jest mieszaniną wszelkich możliwych książek z gatunku young adult. Według mnie nie było to kopiowanie, lecz nawiązywanie do takich powieści. Wartka akcja, ciekawa, choć odrobinę nierealna, opowieść, wręcz idealny odstresowywacz na plażę! Akcja dzieje się latem, więc łatwiej wczuć się w niesamowity, tajemniczy klimat. Skusicie się? 


4. Oddam ci słońce - Jandy Nelson 


Ta książka najbardziej wyróżnia się na tle wszystkich siedmiu. Z ręką na sercu mogę Wam potwierdzić, że jest to jedna z najpiękniejszych książek jakie w życiu czytałem. Nie jest to lekka pozycja, choć czyta się naprawdę szybko. Porusza naprawdę ważne tematy w życiu każdego nastolatka. Myślę, że osoby, które lubią ambitne pozycje powinny się skusić na "Oddam ci słońce", ponieważ szczerze warto. W te wakacje planuję przeczytać to jeszcze raz, więc tam napiszę o tym więcej. Najlepsza książka w tym rankingu! 



5. Czy wspominałam, że Cię kocham? - Estelle Maskame


A to najlżejsza książka w tym podsumowaniu. Choć wydana była w lutym jest prawdziwie wakacyjna. Nie oszukujmy się, nie jest to literatura górnych lotów, lecz idealna na odstresowanie. Spędziłem z nią wspaniałe chwile, świetnie się bawiłem czytając tę historię miłosną. Akcja dzieje się w wakacje, w Los Angeles, czego chcieć więcej? "Czy wspominałam, że Cię kocham" to wręcz najlepsza książka na plażę, którą można pochłonąć w jeden dzień. Przede mną dwa kolejne tomy, ale zanim je przeczytam ten też będę musiał sobie odświeżyć, recenzja też pewnie będzie w te wakacje. 



6. Papierowe miasta - John Green


"Papierowe miasta" to jedna z niewielu książek młodzieżowych, gdzie tematem głównym nie jest miłość! Ostatnio rzadko się to zdarza, prawda? Jak każda powieść Johna Greena jest wspaniałą pozycją przekazującą ważne wartości w życiu, tym razem padło na przyjaźń. Prawdziwa przyjaźń, podróż życia po zakończeniu szkoły... Wszystko co się tam dzieje jest wspaniałe. Rok temu w kinach zawitał film bazujący na książce. Bazujący, ponieważ diametralnie się różnił od pierwowzoru literackiego. Muszę się Wam przyznać, że jednak film bardziej mi się podoba, chociaż książka również jest warta uwagi!



6. Percy Jackson i Bogowie Olimpijscy - Rick Riordan


Do "Percy'ego" mam taki sentyment, że była to moja pierwsza seria Ricka Riordana, a dodatkowo czytałem ją... w wakacje. Cienkie książki, które można przeczytać w jeden dzień także nadają się na plażę lub leniwy dzień na hamaku. Akcja dzieje się na Obozie Herosów, który można podciągnąć pod obóz letni, bo nim właśnie jest. Wakacje z herosami? Walka ze złem? Brzmi świetnie i takie jest. Zdecydowanie polecam całą serię! 


To już koniec mojego podsumowania, czytaliście te książki? Jakie macie o nich zdanie? Piszcie w komentarzach! Do następnego postu.
xx K

23 czerwca 2017

[21] Koralina - recenzja


Cześć!
Witam w kolejnym poście! Dzisiaj porozmawiamy trochę o reedycji "Koraliny" Neila Gaimana. Zapraszam! 


Dzień po przeprowadzce Koralina postanowiła zwiedzić cały dom... W nowym mieszkaniu, do którego Koralina przeprowadziła się z rodzicami, jest dwadzieścia jeden okien i czternaścioro drzwi. Trzynaścioro z nich otwiera się zwyczajnie, czternaste zaś są zamknięte na klucz. Za nimi znajduje się tylko ściana z cegieł – przynajmniej do dnia, w którym Koralina otwiera je i odkrywa przejście do innego domu, który na pierwszy rzut oka niczym nie różni się od jej własnego. Ale pozory mylą...

Z początku nowo odkryte mieszkanie wydaje się jej cudowne. Na obiad dostaje same smakołyki, a w pudełku z zabawkami czekają anioły, które po nakręceniu fruwają po pokoju, książki, w których ilustracje wyglądają, jakby ożywały, małe główki dinozaurów, które na zawołanie klekocą zębami. Jednakże w nowym domu są też nowi rodzice, którzy chcieliby, żeby Koralina została ich córeczką. Chcą ją odmienić, zatrzymać i nigdy nie oddać jej z powrotem. W lustrach zaś kryją się nieszczęśliwe dzieci, zagubione dusze...



Jak już wcześniej zauważyliście zbieram książki tego autora w nowych okładkach Dark Crayon. Są bardzo piękne i dzięki temu wreszcie przekonałem się do Neila Gaimana. Wydawnictwo MAG jak zawsze wykonało kawał dobrej roboty, bo okładka odzwierciedla to co znajdziemy w środku. Aż zachęca do czytania! Jest to moja trzecia książka tego autora, więc już przyzwyczaiłem się do specyficznego stylu jakim pisze ten autor. Lubię, gdy pisarz ma swój własny sposób prowadzenia fabuły, ale także interesujących opisów. 

Tak naprawdę jest to książka na jeden raz. Akurat za oknem dżdży, więc postanowiłem sięgnąć po "Koralinę" i przed chwilą przeczytałem ją jednym tchem. Lekki sposób narracji ułatwia czytanie i przerzucamy strony jedna po drugiej całkowicie tracąc poczucie czasu. Wystarczyła mi nieco ponad godzina, by przeczytać tę około stu stronicową powieść. Chociaż może lepiej użyć słowa opowiadanie. Nie przeszkadza mi to, że książka jest taka króciutka, bo autor zawarł wszystko co trzeba zawrzeć w dobrej książce i gdyby została przedłużona stałoby się to minusem. Krótka powieść to w tym przypadku niezwykły plus, bo wspaniały klimat książki nie pozwala przeczytać jej na dwa, czy trzy razy.

Teraz przejdę do klimatu, jeśli już o nim zacząłem. Okładka sama wskazuje na to, że mamy do czynienia z dziecięcym dark fantasy. Od pierwszych stron towarzyszy niemałe uczucie niepokoju. To przeczucie ze strony na stronę rośnie, by przy końcu osiągnąć punkt kulminacyjny. Neil Gaiman jest mistrzem budowania napięcia, a właśnie o to, przede wszystkim chodziło. Stylizacja na mroczną baśń to niesamowity zabieg, który jest największym atutem tej książki. To, co zrobił autor wzorując się na nieśmiertelnej "Alicji z Krainy Czarów" dało wspaniały efekt. 

Przechodząc do minusów muszę przyznać, że odrobinę się zawiodłem. Czytałem w opiniach na lubimyczytac.pl, że jest to horror dla dzieci, ale nawet dorosłych może przestraszyć. Nie odczułem tego kompletnie. Podczas czytania towarzyszył mi lekki niepokój i ciekawość co będzie dalej, ale to z powodu mistrzowskich opisów i budowania napięcia, a nie z powodu historii, która kompletnie nie jest przerażająca. Gdybym nie czytał recenzji nie nastawiłbym się na coś strasznego. Mam teraz takie uczucie jak w przypadku "Lśnienia", wszystko mówią, iż jest to horror wszech czasów, a mnie kompletnie nie przestraszył. Więcej przeczytacie w recenzji, do której Was bardzo zapraszam. 

Podsumowując spędziłem z "Koraliną" niesamowitą godzinę, ale nie sądzę, że wrócę do tej książki. Być może przy burzy, bez prądu przetrwam to z dziełem Neila w ręku. Niesamowity klimat i stylistyka, lecz bardziej spodobałoby mi się kilka lat temu.

★★★★✩
Ja wcale nie chcę wszystkiego czego pragnę. Nikt tego nie chce. Nie tak naprawdę. Co to za zabawa dostawać wszystko, o czym się marzy, tak po prostu? Wtedy to nic nie znaczy. Zupełnie nic.
Neil Gaiman - "Koralina"

19 czerwca 2017

[20] Początek wszystkiego - recenzja


Cześć!
Witam w kolejnym poście. Dzisiaj porozmawiamy o nowości wydawniczej od Moondrivea'a, czyli wakacyjnym hicie "Początek wszystkiego". Zapraszam!



Kiedy wydaje ci się, że to już koniec, właśnie wtedy możesz być... na początku wszystkiego.
Ezra Faulkner jest gwiazdą swojej szkoły: popularny, przystojny i dobrze zbudowany. Miał nawet zostać królem balu maturalnego. Ale to było zanim... Zanim dziewczyna go zdradziła, auto roztrzaskało mu kolano, jego dobrze zapowiadająca się kariera sportowa legła w gruzach, a przyjaciele zdobyli się jedynie na to, aby wysłać mu do szpitala kartkę z życzeniami szybkiego powrotu do zdrowia.

Cassidy Thorpe to dziewczyna inna niż wszystkie. Zjeździła kawał świata, nocą wykrada się z gitarą na dach internatu, tańczy tak, jakby krótka chwila miała trwać wiecznie, i zna naprawdę dziwne słowa.

Spotkanie tej dwójki jest przypadkowe, ale zmieni ich życie na zawsze. Cassidy wciąga Ezrę do swojego niesamowitego świata, w którym nie ma końców – są tylko nowe początki.



O książce dowiedziałem się od razu z fanpage wydawnictwa Moondrive. Według mnie wydaje ono najlepsze książki młodzieżowe, które bardzo lubię czytać. Dodatkowo zainteresowało mnie to, że mówili o tym jako o książce idealnej na wakacje, a uwielbiam czuć w książce specyficzny klimat. Wcześniej z "letnich" książek czytałem na przykład "Ktoś mnie pokocha", ale o takich pozycjach będzie za tydzień odrębny post. Od razu zamówiłem w przedsprzedaży i z niecierpliwością czekałem na kuriera. Zabawne, że moje zamówienie przyszło kilka dni przed premierą, więc mogłem cieszyć się książką już wtedy, gdy się jej nawet nie spodziewałem.Na wstępie mogę Was zapewnić, że Moondrive nie kłamał i jest to prawdziwie letnia książka! Co od razu rzuca się w oczy to okładka, która także pokazuje klimat całej powieści. Jest po prostu przepiękna. Gdybym nie przeczytał wcześniej opisu, a zobaczył tę książkę w księgarni zapewne bez zastanowienia bym ja kupił.

Choć historia może wydawać Wam się oklepana i taka jak wszystkie to jest kompletnie na odwrót. Na początku myślałem, że będzie to kolejna historia, z którą spędzę przyjemnie czas i nic więcej, ale mniej więcej w środku okazało się, że jest zupełnie inaczej. Jak już wcześniej wspominałem lubię młodzieżówki, nawet takie, które są kompletnymi odmóżdżaczami, lecz uwielbiam takie, które przekazują jakieś prawdy życiowe lub wartości. Historia Ezry i Cassidy na pewno nie jest oklepana i jest to typ książki z literatury młodzieżowej, która może nas czegoś nauczyć.

Bohaterowie, których wykreowała Robyn bardzo przypadli mi do gustu. Na reguł w książkach tego typu wszyscy są tacy sami i zwykle nie grzeszą inteligencją, lecz główne postacie w "Początku wszystkiego" są na swój licealny wiek bardzo dojrzali. Autorka skorzystała ze schematu typowego amerykańskiego high school. Chodzi o to, że uczniowie dzielą się na kategorie najbardziej popularnych (sportowców i cheerleaderek) oraz tych, na których nikt nie zwraca uwagi (w tym przypadku ludzi z kółka debat). To wydawało mi się przerysowane, lecz użyte w dobrym celu ukazania tego, jak ci najbardziej popularni są fałszywi i jak łatwo przez jedno wydarzenie stracić całą "szkolną chwałę" i przejść do tej drugiej kategorii. Ciekawie, że w książce Robyn poruszała prawdziwe problemy osób w tym wieku, a nie tylko imprezy, randki i inne przesłodzone rzeczy jak w wielu książkach literatury młodzieżowej. Postać Ezry bardzo mi się spodobała, jednak to Toby był według mnie najbardziej zmarnowanym potencjałem tej powieści. Według mnie mogłoby być go o wiele więcej, ponieważ przyjaciel głównego bohatera jest naprawdę wspaniale stworzony. Tego niestety nie mogę powiedzieć o Cassidy... Przez pierwszą połowę książki bardzo ją lubiłem i podziwiałem, jednak później stała się moją najmniej lubianą postacią w powieści.

Jeśli chodzi o minusy to sposób prowadzenia historii podobał mi się do pierwszej części. Dalej po prostu nie spodobało mi się to co zrobiła autorka. Nie chodzi o to, że zrobiła to źle czy coś w tym stylu, lecz po prostu myślałem, że skończy się to całkowicie inaczej. Byłem przekonany, że ta słodko-gorzka historia będzie bardziej słodka niż gorzka. Dodatkowo w niektórych momentach trochę gubiłem się w narracji, lecz daję wielkiego plusa, że wszystko opowiada chłopak, bo prawie zawsze narratorem jest dziewczyna. Fajnie było przeczytać coś z innego punktu widzenia.

Podsumowując "Początek wszystkiego" jest książką idealną na wakacje. Bardzo szybko się czyta i ma wspaniały, niepowtarzalny klimat, jednak nie brakuje jej minusów. Widać, że jest to debiut Robyn Schneider, jednak chętnie przeczytam kolejną książkę tej autorki. Czekam, aż wydawnictwo wyda kolejną powieść tej autorki! Nie pozostaje mi nic innego jak polecić Wam "Początek wszystkiego", bo naprawdę warto spędzić wspaniałe chwile przy tej powieści!

★★★


Czasem myślę sobie, że na każdego czai się jego osobista tragedia. Że ktoś, kto właśnie kupuje mleko w piżamie albo dłubie w nosie na światłach, może być sekundę od katastrofy. Że każde życie, nieważne, jak zwyczajne, ma tę jedną chwilę, kiedy staje się wyjątkowe - chwilę, po której wydarzy się wszystko, co naprawdę ma znaczenie.
Robyn Schneider - "Początek wszystkiego"

12 czerwca 2017

[19] Duchowe życie zwierząt - recenzja


Cześć! Witam w kolejnym poście. Dzisiaj opowiem trochę o stosunkowo nowej pozycji jaką jest "Duchowe życie zwierząt". Zapraszam! :)


Autor „Sekretnego życia drzew”, Peter Wohlleben, przedstawia w fascynujący sposób świat przyrody, którego nie znamy.
Koguty okłamujące kury? Łanie pogrążone w żałobie? Zawstydzone konie? To przejawy fantazji ekologów czy naukowo udowodnione fakty z życia zwierząt? Czy bogate życie uczuciowe nie jest zastrzeżone jedynie dla ludzi?
Peter Wohlleben, leśnik i miłośnik przyrody, korzystając z najnowszych badań i własnych obserwacji, udowadnia, że zwierzęta i ludzie w sferze uczuć i doznań są do siebie podobni. Odkrywa przed nami niesamowite historie zwierząt, w których możemy zaobserwować ich mądrość, współczucie, troskę czy przyjaźń.
Podobnie jak w bestsellerowym „Sekretnym życiu drzew” Wohlleben przedstawia w fascynujący sposób świat przyrody, którego nie znamy. Kochasz zwierzęta? Dzięki tej książce przekonasz się, że są ci bliższe, niż ci się zdawało.


Zapewne słyszeliście o "Sekretnym życiu drzew", które poprzedniego roku podbiło serca wielu polskich czytelników. Peter Wohlleben wydał w tym roku nową książkę, o podobnej tematyce, lecz zamiast roślin opisywał zwierzęta. Już w 2016 chciałem kupić debiutancką powieść niemieckiego leśnika, lecz wtedy nie czytywałem bardziej ambitnych książek, tylko same młodzieżówki. Gdy dowiedziałem się o "Duchowym życiu zwierząt" musiałem to przeczytać, ponieważ jest to temat bardziej interesujący mnie od roślin. Przy okazji szkolnej wycieczki postanowiłem zakupić tę powieść (miałem mały dylemat, płyta lub książka, oczywiście padło na książkę). Bardzo mi się podoba, że zostało to wzbogacone także o edycję ilustrowaną, która bardzo mi się podoba, lecz w empiku natrafiłem jedynie na zwykłą. I tak jest pięknie wydana!

Jeśli już zacząłem o wydaniu, to jest to wielki atut książki. Wydawnictwo otwarte naprawdę się postarało i przepięknie stworzyli szatę graficzną tej pozycji. W sklepie od razu rzuca się w oczy i można się na nią patrzeć godzinami. Cudowny kolaż przedstawiający harmonię w świecie zwierząt. Oprócz tego na początku każdego rozdziału mamy miniaturowe rysunki, które także wzbogacają środek książki. Dodatkowo przepięknie pachnie (musiałem o tym wspomnieć). Będzie wspaniale ozdabiać moją biblioteczkę!

Bardzo spodobało mi się to z jaką miłością i czułością autor opowiada o zwierzętach. Leśnik przepięknie opowiada o każdym ze zwierząt, nawet tych, które inni ludzie traktują po macoszemu, na przykład insektach. Największym atutem są interesujące anegdoty z życia Petera Wohllebena. Z tego co wyczytałem ma on niewielką farmę i kilka zwierząt hodowlanych, do tego oczywiście pupile domowe. Ciekawie opowiadał o przypadkach w jego gospodarstwie na przykład o koźle Vito, ale oczywiście nie tylko o tym. Mieszkając w leśniczówce blisko lasu, autor chcąc nie chcąc codziennie obserwuje dziką przyrodę, więc mamy tu wiele historii z jego życia i wydarzeń, których on sam był świadkiem.

W czterdziestu pięciu rozdziałach Peter Wohlleben opisuje podstawowe emocje zwierząt takie jak strach, miłość, sen czy rodzicielstwo. Każda część jest o czymś innym, więc nie musimy czytać książki po kolei tylko zacząć od rozdziału, który najbardziej nas interesuje. Autor opisywał dane emocje na przykładach z jego własnego doświadczenia, z badań naukowych, ale także z... filmików na YouTube. 

Jeśli chodzi o minusy, to niestety jest to długość rozdziałów. Każdy ma około dziesięciu stron, a często i mniej. Według mnie, by dobrze wszystko napisać potrzeba odrobinę więcej. Autor mógłby zrezygnować z pobocznych tematów i poświęcić więcej miejsca w książce na te, potrzebujące dokładniejszego opisania. Równie dobrze książka mogłaby być odrobinę dłuższa, ponieważ ma dokładnie dwieście sześćdziesiąt cztery strony. Nie uważacie, że jest to odrobinę za mało? Miejscami autor odrobinę przynudzał. Jego styl pisania niestety należy do przeciętnych. Ciekawie opowiadał anegdoty, lecz reszta książki nie była napisana szczególnym językiem. Niektóre rozdziały mnie nudziły, nie z powodu tematu, jakie poruszały, ale sposobu, w jakie zostały napisane. Miejscami bardzo interesujące, a miejscami okropnie nudne. 

Podsumowując "Duchowe życie zwierząt" jest dość dobrą książką, lecz liczyłem na coś więcej. Nie pozostaje mi nic innego jak polecić to wszystkim miłośnikom zwierząt, ponieważ otwiera ona oczy i pozwala spojrzeć później na otaczającą nas przyrodę w nieco inny sposób. 

★★★✩✩

Zwyczajne uważam to za piękną myśl, że inne gatunki również nie są jedynie maszynami, które działają wyłącznie według zaprogramowanych mechanizmów, a naciśnięcie guzika względnie hormonu wywołuje określone działania. Wiewiórki, sarny czy dziki z duszą - to jest to, co mnie bierze i napełnia moje serce radością, gdy wiedzę takie zwierzaki na swobodzie.
Peter Wohlleben - "Duchowe życie zwierząt"

5 czerwca 2017

[18] Lśnienie - recenzja


Cześć! Dzisiaj miała się pojawić recenzja filmu "Into the wild", ale postanowiłem, że początek czerwca będzie książkowy, bo w ten weekend skończyłem czytać, można powiedzieć, klasyk gatunku jakim jest "Lśnienie". Czy ta pozycja jest warta uwagi? Zapraszam!


Powieść uważana przez wielu czytelników za horror wszechczasów.
Jack Torrance, były nauczyciel, a obecnie poszukujący weny pisarz, otrzymuje prace dozorcy w opuszczonym na czas zimowy górskim hotelu Overlook (Panorama). Kiedy burze śnieżne odcinają od świata rodzinę Torrance'ów, obdarzony telepatycznymi zdolnościami Danny, pięcioletni syn Jacka, odkrywa, że hotel jest nawiedzony, a duchy powoli doprowadzają jego ojca do obłędu. Sytuacja staje się coraz bardziej napięta, aż pewnego dnia mężczyzna przestaje nad sobą panować.


Książkę kupiłem pod wpływem impulsu w księgarni. Chciałem sięgnąć po coś świeżego, a że zwykle nie sięgam po literaturę tego typu padło na Kinga (wcześniej czytałem "Carrie" (recenzja na blogu) i "Misery"). Po wcześniejszym zapoznaniu się z ogromem pozytywnych opinii, które krążą w Internecie zacząłem czytać. Byłem przekonany, że dostanę bardzo przerażający horror, gdzie będę przerażony już po pierwszych stronach, a dostałem przeciętny thriller psychologiczny. Nie powiem, był to ogromny zawód.

Muszę przyznać, iż Stephen King ma specyficzny styl pisania, który albo się kocha, albo nienawidzi. Mnie bardzo się spodobał po dwóch poprzednich książkach tego autora, w "Lśnieniu" był tak jakby mniej widoczny, lecz gdyby nie było nazwiska pisarza na okładce, z łatwością rozpoznałbym, że to właśnie on napisał. Za sposób napisania książki daje ogromnego plusa, ponieważ taka narracja bardzo mi się podoba.

Bohaterowie zostali wykreowani bardzo dobrze, choć myślę, że trochę przerysowanie. Główna postać - Jack Torrance - jest człowiekiem z barwną przeszłością, choć nie do końca pozytywną. Podoba mi się to, że Jack został przedstawiony na dwa sposoby - pozytywny oraz negatywny - dzięki czemu mogliśmy sami dokonać jego dogłębnej analizy oraz oceny. Wendy wydaje mi się być najbardziej przerysowaną książkową bohaterką na świecie. Taka spokojna, szara myszka pod kloszem swojego męża. Danny jest najciekawszą postacią z "Lśnienia". Dziecko z nadprzyrodzoną zdolnością oraz wymyślonym przyjacielem? Intrygujące połączenie. Wszyscy ludzie z tej książki, zostali stworzeni bardzo dobrze, co było plusem w tej książce, myślę, że jest to najmocniejsza strona "Lśnienia".

Niestety, potem stawało się tylko gorzej. Przez pierwszą połowę książki nic się nie działo. Pomyślałem, że to taki rodzaj budowania napięcia i zaraz Stephen King da upust swojemu kunsztowi literackiemu jak w przypadku "Carrie". Niestety, nie dał. Jakaś szczególna akcja działa się jedynie pod koniec. Mogę powiedzieć, że przez całą książkę po prostu wiało nudą. Kiedy myślałem, że już coś się stanie, nie działo się nic. Rozdziały okropnie mi się dłużyły i chciałem jak najszybciej je skończyć. Tutaj leży największy minus "Lśnienia", bo z opisu wynika, że miał być on największym horrorem ostatnich lat, lecz według mnie pasowałoby określenie thriller psychologiczny. 

Przez te wszystkie recenzje spodziewałem się czegoś mega strasznego, lecz niestety dostałem przeciętną pozycję z dobrymi bohaterami. Sam nie wiem, jak mogę to ocenić.

★★★✩✩
Żyjemy, aby walczyć jeszcze jeden dzień.
Stephen King - Lśnienie

29 maja 2017

[17] 10 klasyków literatury, które chcę przeczytać cz.1. - kilka słów o klasykach

Cześć!
Witam Was w kolejnym poście! Dzisiaj nie będzie to żadna recenzja, a zestawienie książek, które chcę w najbliższym czasie przeczytać. Tym postem zacznę nowy cykl na blogu czyli "Kilka słów o klasykach", w którym będę opowiadał o tej właśnie literaturze. Ostatnio zainteresowałem się takimi książkami i mam nadzieję, że się Wam spodoba. Zapraszam! :)




1. Egzorcysta - William Peter Blatty




2. Lolita - Vladimir Nabokox




3. Nowy wspaniały świat - Aldous Huxley




4. Władca pierścieni - J. R. R. Tolkien




5. Zabić drozda - Harper Lee




6. Rok 1984 - George Orwell




7. Buszujący w zbożu - Jerome David Salinger




8. Mistrz i Małgorzata - Michaił Bułhakow




9. Lot nad kukułczym gniazdem - Ken Kesey




10. Duma i uprzedzenie - Jane Austin



To pierwsze dziesięć książek które mam zamiar przeczytać, jeśli chodzi o literaturę klasyczną! Kiedy te pozycje będą już za mną i napiszę wszystkie przemyślenia o tych książkach, przygotuję kolejną cześć klasyków. Czytaliście te książki? Napiszcie w komentarzu co o nich myślicie! Do następnego postu! 

Szablon dla Bloggera stworzony przez Devon.