1 marca 2017

[2] Szóstka wron - recenzja


Cześć! 😊
Zapraszam Was na pierwszą recenzję książki w nowym formacie mojego bloga! Od dawna chciałem zacząć znowu pisać i robić to wszystko od początku. Wreszcie zebrałem się w sobie i postanowiłem napisać moje spostrzeżenia odnoście "Szóstki wron" autorsta Leigh Bardugo. Mam nadzieję, że się Wam spodoba i zostaniecie tu na dłużej. 


Sześcioro niebezpiecznych wyrzutków.
Jeden niewykonalny skok.

Przestępczy geniusz Kaz Brekker otrzymuje ofertę wzbogacenia się ponad wszelkie wyobrażenie – wystarczy w tym celu wykonać zadanie, która z pozoru wydaje się niewykonalne:

– włamać się do niesławnego Lodowego Dworu (niezdobytej wojskowej twierdzy)
– uwolnić zakładnika (a ten może rozpętać magiczne piekło, które pochłonie cały świat)
– przeżyć dostatecznie długo, żeby odebrać nagrodę (i ją wydać)

Kaz potrzebuje ludzi wystarczająco zdesperowanych, żeby wraz z nim podjęli się tej samobójczej misji, oraz dostatecznie niebezpiecznych, żeby ją wypełnili. Wie, gdzie ich szukać. Szóstka najbardziej niebezpiecznych wyrzutków w mieście – razem mogą być nie do zatrzymania. O ile wcześniej nie pozabijają się nawzajem.



Zacznę od tego co urzekło mnie od pierwszego wrażenia czyli od... szaty graficznej. Kiedy zobaczyłem tę książkę w księgarni, nawet nie czytając opisu, wiedziałem, że muszę ją kupić. Okładka jest w takim mrocznym, tajemniczym stylu, co idealnie odzwierciedla to, co jest w środku i mega mi się podoba. Trochę kojarzy mi się z "Królem kruków", chyba przez czarnego ptaka. Świetnym pomysłem było pozostawienie tego w twardej oprawie, jak w oryginalnej wersji. Szkoda tylko, że zabrakło obwoluty. Gdyby tam była, obwieściłbym tę książkę najpiękniejszą w mojej biblioteczce. Grube strony skradły moje serce. Bardzo nie lubię, kiedy książka ma bardzo cienkie strony o żółtawym odcieniu. Wolę takie jakie były tu. Na sam koniec o szacie graficznej opowiem o mistrzostwie czyli o... czarnych końcach kartek. To wszystko razem prezentuje się przepięknie. A jak było w środku?

Historia przedstawiona w książce jest dość oryginalna. Nie czytałem poprzedniej serii Leigh Bardugo, więc można przeczytać jedno bez znajomości drugiego, jednak niedługo na pewno sięgnę po poprzednie pozycje tej autorki. Kiedy zobaczyłem tę książkę w księgarni myślałem, że jest to pozycja jednotomowa, ostatnio bardzo je polubiłem, bo nie chce mi się czytać rozległych serii. Gdy byłem już na samym końcu wiedziałem, że to się nie może tak skończyć, więc od razu musiałem się dowiedzieć, kiedy będzie drugi tom. Na szczęście niedługo, bo w marcu. Ale powróćmy do tematu. Jeśli chodzi o wątek Szumowin i życia w Ketterdamie to kojarzy mi się z "Grą o tron". Samobójcze misje to dość powszechny temat w książkach, ale takiej jeszcze nie było. Na szczęście autorka postawiła na "stary" sposób narracji, czyli mamy tu narratora trzecioosobowego. Teraz większość książek jest pisanych w sposób pierwszoosobowy, co robi się trochę nudne. Autorka oszczędziła rozterek wewnętrznych bohaterów. 


Teraz czas na najmocniejszy punkt tej książki, jeśli chodzi o jej wnętrze. Bohaterowie. Już dawno nie spotkałem się z tak sympatycznymi i życiowymi bohaterami! Co najważniejsze nie są idealni, na szczęście, mają skazy, jak normalni ludzie... Należą do Szumowin, więc na pewno mają skazy, ale zachowują się normalnie. Co dziwne, mamy tu nastolatków. Bardzo się zdziwiłem, kiedy przeczytałem, że Kaz ma siedemnaście lat, bo jak na nastolatka zachowuje się zbyt dojrzale i poważnie. Tak samo jak reszta bohaterów, są zbyt dojrzali na swój wiek, ale to nic dziwnego, byli do tego zmuszeni przez warunki w jakich żyli. Czy w Ketterdamie jest miejsce na dziecinną niewinność? Nie sądzę. Po poznaniu dogłębnie historii Kaza można stwierdzić, że jest to pełne okrucieństwa miejsce, gdzie trzeba zabić, żeby nikt nie zabił ciebie. Bardzo przypadła mi do gustu Inej, która także ma przerażającą historię, chociaż tak naprawdę moim faworytem jest Nina. Na początku nie spodziewałem się, że to właśnie ją nazwę ulubieńcem, ale jednak. Zachwyciła mnie swoją odwagą i słusznością sprawy, ale więcej o niej nie opowiem, bo to będzie wielki spoiler. 

Cała powieść jest pisana z kilku perspektyw co jest fajnym zabiegiem ze strony autorki. Historię śledzimy z punktu widzenia całej szóstki a miejscami także z postaci epizodycznych, jak pod sam koniec. To było bardzo pomocne podczas czytania fragmentów w Lodowym Dworze, gdzie każdy miał jakąś misję i byliśmy wszędzie, a nie tylko w miejscu gdzie znajduje się główny bohater (Czy ta książka ma jednego głównego bohatera? Chyba nie.). Na początku nie spodziewałem się, że ta książka tak bardzo mi się spodoba. Bardzo ciężko było mi "wgryźć się" w akcję, pierwsze strony były ciężkie. Dużo się działo i trudno było ogarnąć co się właściwie dzieje. Po pierwszych stu stronach było już tylko lepiej, wszystko było płynne. Miałem jedynie problem z niektórymi retrospekcjami, myliły mi się z tym co dzieje się "teraz", ale to szczegół.

Podsumowując "Szóstka wron" to dobra książka, lecz wydaje mi się, że była pisana na szybko ze względu na zagmatwaną akcję i błędy stylistyczne. Coś czuję, że w pewnym momencie Leigh Bardugo pogubiła się we własnym toku myślenia i nie wiedziała jak się z tego wyplątać. Poza tym ma duży potencjał i mam nadzieję, że nie zostanie on zniszczony w drugim tomie. 


Moja ocena: 8/10




Wielu chłopców będzie przynosić ci kwiaty, ale pewnego dnia spotkasz tego, który pozna twój ulubiony kwiat, twoją ulubioną piosenkę, twoje ulubione słodycze. Nawet jeśli będzie za biedny, żeby dać ci któreś z nich, to nie będzie miało znaczenia, bo poświęci czas, żeby poznać cię jak nikt inny. Tylko ten chłopiec zasłuży na twoje serce.

Leigh Bardugo - "Szóstka wron"




Mam nadzieję, że recenzja "Szóstki wron" przypadła Wam do gustu i zostaniecie na dłużej na blogu. Jeśli chcecie być na bieżąco z postami koniecznie dodajcie się do obserwatorów! Napiszcie co sądzicie o tej książce jak i o tej recenzji, bardzo mi zależy, żeby poznać Wasze zdanie! 
Do napisania!
xx K




4 komentarze:

  1. Muszę wreszcie przeczytać Szóśtke Wron. Lecz najpierw chce przeczytać trylogie Grisza tej autorki.
    Co do recenzji to przyjemnie mi się czytało twój post. Licze na jeszcze więcej recenzji tak fantastycznych książek.

    Pozdrawiam :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Też muszę przeczytać tę trylogię, ale nie wiem, czy się wyrobię zanim wyjdzie 2. tom, a nie chcę mieszać książek, bo nie wyjdzie z tego nic dobrego. Dziękuję i zapraszam na kolejną recenzję (która będzie niebawem).

      xx K

      Usuń
  2. Kilka dni temu zagościła u mnie na półce i czeka na swoje pięć minut. Może do wakacji się z nią wyrobię, bo na razie mam natłok recenzenckich do ogarnięcia

    Pozdrawiam
    toreador-nottoread.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  3. Uwielbiam tę książkę. Już nie mogę się doczekać drugiej części!

    Dwie strony książek

    OdpowiedzUsuń

Szablon dla Bloggera stworzony przez Devon.