6 marca 2017

[4] Moonlight - recenzja


Cześć! 😊
Zapewne wiele z Was interesuje się filmami tak samo jak książkami. Ja bardzo lubię oglądać nowości, ale też klasyki kina. Tą recenzją zaczynam nową serię postów na blogu czyli recenzje filmów! Mam nadzieję, że Wam się spodoba, a teraz przejdę do recenzji mojego faworyta czyli "Moonlight"


Ponadczasowa opowieść o relacjach międzyludzkich i odkrywaniu siebie. "Moonlight" jest opowieścią o dorastaniu ubogiego, czarnego chłopca. Dorasta on w jednej z niebezpieczniejszych dzielnic Miami i stara się znaleźć swoje miejsce w świecie. Handel narkotykami na ich osiedlu kontroluje Juan, który staje się swego rodzaju zastępczym ojcem Chirona. Czysty i widny dom, w którym Juan mieszka ze swoją dziewczyną Teresą staje się dla chłopca oazą stabilności, miejscem gorących posiłków, świeżej pościeli i swobodnych rozmów. Drugim, równie bolesnym i skomplikowanym motywem przewodnim, jest związek Chirona z jego matką, Paulą, która stacza się w wyniszczający nałóg narkotykowy, których dostarcza jej Juan. 


Pewnie kojarzycie "Moonlight" z wpadki podczas rozdania tegorocznych Oscarów. Jeśli ktoś o tym nie słyszał, to prowadzący się pomylili i powiedzieli, że Oscara w tym roku dostaje "La La Land", a kiedy ekipa weszła na scenę zauważono błąd i jednak nagrodę otrzymał "Moonlight". Bardzo się z tego powodu cieszę, bo choć oglądałem go niedawno skradł moje serce.  




"Moonlight" opiera się na prostym scenariuszu, który porusza ważne sytuacje w życiu oraz świetnie wykreowanych postaciach, gdzie nie do końca wiadomo kto jest kim. Śledzimy życie i zmianę głównego bohatera przez trzy części, na które jest podzielony film. Począwszy od Little, przechodząc przez Chiron kończąc na Black. Uważam, że wszyscy aktorzy idealnie odegrali swoją rolę, nawet najmłodszy z nich. Występ Naomie Harris bardzo mną wstrząsnął. Wcieliła się w uzależnioną od narkotyków matkę, która zrobi wszystko, ale nie dla syna, tylko dla dragów. Kocham tę aktorkę właśnie za tę rolę, ponieważ naprawdę zrobiła dla mnie furorę. Chociaż na początku nie polubiłem tej postaci to sceny z nią były genialne, właśnie ze względu na Naomie. Gdy Chiron był mały prawdziwą rodzinę zastąpili mu Juan i Teresa, których kocham. Szczególnie do gustu przypadła mi scena z nauką pływania, gdzie Juan chciał jak prawdziwy ojciec nauczyć czegoś swoje dziecko. Nie było w niej zbędnych dialogów czy scenerii, całość wypełniała przepiękna muzyka. 




Ważnym punktem filmu są dialogi, po których poznajemy, że bohaterowie tak naprawdę nie są tymi, na których wyglądają. Za fasadą upadającej narkomanki skrywa się jednak matka (co prawda niekochająca), a za złotymi łańcuchami i mięśniami przywiązany do swojej pierwszej miłości człowiek. Tak naprawdę nie wiemy kto jest kim, aż do końca. Przez trzy części filmu wszyscy bohaterowie bardzo się zmieniają co jest bardzo fajne, bo możemy obserwować jaki wpływ ma otoczenie na człowieka. Kiedy nie ma dialogów następuje cisza. Bardzo często się pojawia. A po niej przepiękna muzyka klasyczna. W filmie o narkotykach pewnie byłyby różne rapy czy hip-hop jednak reżyser postawił na subtelny fortepian i inne instrumenty, co bardzo mi się podoba. 




Film Jenkisa jest ponadczasowy. Znajdziemy w nim odpowiedzi na różne pytania niezależnie kiedy go oglądamy. Opowiada o życiu, prawdziwym życiu, a nie przesłodzonym, które często się pojawia w innych filmach. Bohaterowie muszą egzystować w przerażającym, pełnym lęku i przemocy świecie, gdzie brak chociażby miłości! Dopiero w późniejszych momentach można było ją znaleźć. Bardzo dramatyczne wątki dorastania w strasznym środowisku były świetne, dzięki nim film zyskiwał na wartości.




Według mnie "Moonlight" jest arcydziełem i zasłużył na Oscara, którego otrzymał. Jeszcze nigdy nie oglądałem tak dobrego filmu. Wcześniej spotkałem się z opiniami, że powstał on jedynie po to, by zgarniać wszelkiego rodzaju nagrody. Dla mnie jest to przepiękna, choć przepełniona bólem historia chłopca, który żył w przerażającym świecie. Pokazuje to jaki wpływ mają na nas ludzie, których spotkamy w ciągu naszego życia oraz to jak kształtuje nas środowisko w jakim żyjemy. Nie pozostaje mi nic innego jak zachęcić Was do oglądania, bo naprawdę warto, a jest to film, o którym niełatwo zapomnieć, a podczas seansu zastanowić się nad sobą i życiem innych ludzi.

                                                                    Ocena filmu: 10/10


At some point, you gotta decide for yourself who you're going to be. Can't let nobody make that decision for you.

W pewnym momencie, będziesz musiał zadecydować kim chcesz być. Nie pozwól nikomu podjąć tej decyzji za ciebie.

"Moonlight"




Mam nadzieję, że recenzja Wam się spodobała i zobaczycie ten świetny film. Jeśli już macie o nim zdanie koniecznie zostawcie komentarz co Wam się podobało a co nie! :)


2 komentarze:

  1. O "Moonlight " usłyszałam dużo wcześniej niż podczas wpadki na Oscarach. Strasznie chcę ten film zobaczyć , bo bardzo podoba mi się jego fabuła. Dlatego mam nadzieję, że w najbliższym czasie znajdę czas na jego obejrzenie.
    Szacun za recenzję. Zastanawiałam się, czy nie zacząć recenzowac filmów na moim blogu ale stwierdziłam , że kompletnie się na tym nie znam i że nie byłoby to dobre. Twoja recenzja jest ciekawa i wyraża twoje odczucia, także szacunek za odwagę :)

    Pozdrawiam :)
    http://podrozemiedzyksiazkowe.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  2. Bardzo chcę obejrzeć ten film, bo oglądam wszystkie Oscarowe filmy i trochę wstyd, że minęły już dwa miesiące od Gali, a ja nadal nie obejrzałam "Moonlight"! ("La La Land" też nie, ale po prostu nie ciągnie mnie).
    Słyszałam, że film jest inspirowany życiem reżysera, więc nic dziwnego, że nie jest przesłodzony... o ile to prawda, ale on sam tak powiedział na rozdaniu Oscarów.
    Jak dla mnie za dużo opisów, ale Twoje odczucia i tak je przyćmiły ;)

    Pozdrawiam
    http://zanimdorosne.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń

Szablon dla Bloggera stworzony przez Devon.