18 kwietnia 2017

[10] Królestwo kanciarzy - recenzja



Cześć!
Wracam już po świątecznej przerwie, tym razem z nowością książkową czyli "Królestwo kanciarzy". Zapraszam Was do czytania!



Kaz Brekker i jego ekipa dopiero co przeprowadzili skok przekraczający najśmielsze wyobrażenia. Zamiast jednak dzielić sowite zyski, muszą walczyć o życie. Zostali wystawieni do wiatru i poważnie osłabieni; dokucza im brak funduszy, sprzymierzeńców i nadziei.

Na ulicach miasta trwa wojna. Wzajemna lojalność w obrębie ekipy – i tak już krucha i wątpliwa – zostaje wystawiona na ciężką próbę. Kaz i jego ludzie muszą się postarać, żeby znaleźć się po stronie zwycięzców. Bez względu na koszty.



Po przeczytaniu pierwszej części tej serii z niecierpliwością czekałem na kolejny tom (Recenzja "Szóstki wron" jest na blogu). Po lekturze pierwszego tomu dodałem drugą część na moją listę książek do przeczytania. "Szóstka wron" była wspaniałą książką, pełną akcji, nieoczekiwanych zwrotów akcji i super wykreowanych bohaterów, niestety o "Królestwie kanciarzy" nie mogę tego powiedzieć. 

Zacznę od tego, że akcja w książce była bardzo zagmatwana. Działo się bardzo wiele i myślę, że autorka sama pogubiła się we wszystkich wydarzeniach, które miały tam miejsce. Bardzo trudno było mi zacząć czytać po dłuższej przerwie, jak i na bieżąco, z powodu ilości wydarzeń w których łatwo było zgubić orientacje co się dzieje oraz u kogo. W pewnym momencie całkowicie się pogubiłem w ogromie akcji i nie wiedziałem czy czytać dalej czy już sobie odpuścić. Pomimo tego, że w książce działo się bardzo dużo w pewnym momencie kompletnie powiewało nudą. Co mi się podobało to stare twarze, nie dostaliśmy tu żadnych dodatkowych bohaterów, co często dzieje się w kolejnych tomach danych serii. Przez całą książkę towarzyszyły nam stare twarze takie jak Inej, Nina i oczywiście Kaz. 

Na szczęście szata graficzna nie pozostawiała nic do życzenia. Wszystko było zrobione przepięknie tak jak w pierwszym tomie, twarda oprawa, pomalowane brzegi stron i wstążeczka. Tym razem kolorem przewodnim był czerwony, co i tak wyglądało przepięknie, choć "Szóstka wron" podobała mi się bardziej. 

Pomysł na akcje także był zrobiony dobrze. Na początku bardzo mi się podobało. Przez pierwsze sto stron myślałem, że będzie to nawet lepsze od pierwszego tomu, jednak później zaczęły się schody. Gdyby autorka inaczej poprowadziła całą narrację i zmniejszyła ilość tych mniejszych akcji na pewno czytałoby mi się o wiele lepiej, jednak tak, jak wcześniej wspominałem łatwo było się rozproszyć i zapomnieć o czym się przed chwilą czytało. Wcześniej spotkałem się z opiniami, że książka jest wspaniała, jednak w moich oczach wypadła o wiele słabiej od pierwszego tomu.

Podsumowując książka zapowiadała się bardzo dobrze, później zaczęło się robić pogmatwanie. Myślę, że mogłoby być o wiele lepiej, bo cała seria ma duży potencjał na tegoroczny hit, pierwsza część była świetna, jednak druga część nie powtórzyła sukcesu "Szóstki wron".


★★✩✩✩



Wrony zapamiętują twarze. Zapamiętują ludzi, którzy je karmią i są dla nich mili, tak jak zapamiętują tych, którzy wyrządzili im krzywdę. Nigdy nie zapominają. Przekazują sobie nawzajem, o kogo warto się zatroszczyć a kogo lepiej się wystrzegać.
Leigh Bardugo - "Królestwo kanciarzy"

3 komentarze:

  1. Mam dokładnie takie same odczucia - kontynuacja zawiodła, a szkoda...
    Pozdrawiam,
    Linda
    www.love-coffeeandbooks.pl

    OdpowiedzUsuń
  2. Podpisuje się pod tym :) Pierwszy tom był dużo lepszy od kontynuacji. Przy "Królestwie Kanciarzy" też się nudziłam i momentami miałam ochotę przerwać. Niby cały czas coś się działo, ale było to dla mnie takie wymuszone, sztuczne, przekombinowane.

    OdpowiedzUsuń
  3. Ło żesz. W końcu realny człowiek w blogosferze! Uwielbiam moment, w którym 99% społeczności zachwyca się daną książką, a ten 1% w końcu obiektywno-subiektywnie pokazuje wszystkie jej mankamenty <3 <3 <3

    Pozdrawiam
    To Read Or Not To Read

    OdpowiedzUsuń

Szablon dla Bloggera stworzony przez Devon.