30 czerwca 2017

[23] Świt, który nie nadejdzie - recenzja


Cześć!
Witam w kolejnym poście! Na moim blogu znowu zawiało mrozem, bo skończyłem "Świt, który nie nadejdzie" od niezawodnego Remigiusza Mroza! Czy jest tak dobry jak reszta pozycji tego autora? Zapraszam! 


Odważysz się wejść w przestępczy świat przedwojennej Warszawy?

Były pięściarz, Ernest Wilmański, to człowiek bez przeszłości. Stracił wszystko, co miał do stracenia. W poszukiwaniu nowego życia wyjechał do stolicy, jednak znalazł się w złym czasie i w złym miejscu. Zanim zaczął rozglądać się za pracą, praca znalazła jego i… nie miała nic wspólnego z uczciwym zarobkiem.

Wilmański wbrew swojej woli został wciągnięty w świat Banników, grupy przestępczej, która swą nazwę zawdzięcza temu, że z przeciwnikami rozprawia się tak, jak robił to słowiański demon – topiąc ich w baniach.

Ernest wspina się po gangsterskiej drabinie, nie spodziewając się, że jedna kobieta może pokrzyżować wszystkie jego plany. Ani że zjawy z przeszłości dopomną się o uwagę…



Kolejna książka Remigiusza Mroza na moim koncie! Coraz bardziej zbliżam się do poziomu zero, została mi tylko Chyłka i Parabellum. Jeżeli po ilości zrecenzowanych książek tego autora nie zauważyliście, to powiem Wam, iż jestem ogromnym fanem tego pisarza i jego wszystkie książki są genialne. Marzę o tym, by kiedyś w Szczecinie było podpisywanie książek i na wszystkich moich egzemplarzach widniał jego autograf... Ale już odbiegam od tematu! Nie chciałem się teraz zagłębiać w serie, więc sięgnąłem po jednotomówkę, a że "Świt, który nie nadejdzie" swoje już odleżał, postanowiłem, że to właśnie na niego nadszedł czas. Sama już okładka mówi, że będzie mrocznie i klimatycznie, a dla mnie atmosfera w książce jest naprawdę ważna. A co z resztą?

Zacznę od tego klimatu, jak już o nim wspomniałem. Jest naprawdę dobrze zrobiony. Tym razem Remigiusz Mróz przenosi czytelnika do przedwojennej Warszawy. Autor pokazuje, że nie czuje się dobrze jedynie w górach i rodzinnym Opolu, ale też wspaniale opisuje nie do końca przyjazną stolice. Na ulicach szerzy się prostytucja, kradzieże, bieda i miastem rządzą dwa silne gangi. Akurat niedawno wróciłem z wycieczki do Warszawy, więc podczas lektury mogłem przypomnieć sobie poszczególne ulice i części miasta, które nadal istnieją. Bardzo miło jest być w miejscu, gdzie rozgrywa się akcja jakiejś książki. Opowieść na pewno nie jest kolorowa, a realistyczna. Stolica nie jest tylko dla bogaczy, ale także dla biedaków, którzy żebrzą na ulicach. Klimatyczny realizm to największy atut tej książki. Podziwiam Remigiusza Mroza za tak wspaniałe opisy czasów, w których nie żył. Wykazał się tam wysokim kunsztem literackim.

Przejdę do bohaterów, którzy także stoją na poziomie. Ich historie bardzo mnie zaciekawiły a szczególnie Elizy. Na ulicach Warszawy powstawały już pierwsze oddziały kobiecej policji i ta postać tam wstąpiła. Spodobało mi się jej zacięcie, odwaga, a najbardziej to, że pokazała kobiecą siłę i już w dawnej stolicy było "girl power". Bardzo ją za to podziwiam. Ernest także był postacią z ciekawą historią życia. Były bokser przyjeżdża do dużego miasta i od razu dołącza do silnego gangu. Z tym musi wiązać się ciekawa historia. Niestety dalej okazało się być gorzej. Po pierwszych stu stronach okazało się, że to nie jest temat, który mnie interesuje. Wydarzenia były ciekawe jedynie miejscami, a rozmowy Ernesta z szefem gangu naprawdę mnie nudziły. Nie mówię, że było to źle, bo niektórym może się to spodobać, jednak mnie to odrobinę nużyło. 

Podsumowując "Świt, który nie nadejdzie" to przede wszystkim wspaniały klimat i życiowi bohaterowie. Myślę, że nad wydarzeniami można by było popracować, by były ciekawsze. Uważam, że jeden tom w zupełności wystarczy, by zawrzeć w nim całą historię.


★★★✩✩

Tam gdzie tafla najspokojniejsza, dno znajduje się najgłębiej.
Remigiusz Mróz - "Świt, który nie nadejdzie"

26 czerwca 2017

[22] Tylko najlepsze: Książki na wakacje

Cześć!
Witam w kolejnym poście! Dzisiaj przedstawię Wam najlepsze, według mnie, książki na okres wakacyjny, który już się zaczyna. Tym wpisem zapoczątkowuję nową serię na blogu jaką jest "Tylko najlepsze". Będę tu przedstawiał najlepsze w danej dziedzinie książki, filmy, autorów... Być może też najgorsze. Mam nadzieję, że się Wam spodoba, zapraszam! :)


1. Ktoś mnie pokocha. 12 wakacyjnych opowiadań. - opracowanie zbiorowe



Książka wyszła prawie równo rok temu w czerwcu. Była to głośna premiera, bo można było ją zakupić w moondrive boxie, ale także jako osobny produkt. Tak samo jak w przypadku wcześniej wydrukowanego "Podaruj mi miłość. 12 świątecznych opowiadań" mamy dwanaścioro autorów i dwanaście opowiadań o tematyce wakacyjnej. Bożonarodzeniowe bardzo mi się spodobały, więc długo się nie wahałem z kupnem tej pozycji. Tym razem nie dostaliśmy wielu znanych autorów, lecz takich, których w Polsce jeszcze nie wydawano. Nie mniej jednak króciutkie opowiadania były wspaniałe! Każde było inne i w każdym panował niesamowity wakacyjny klimat. Lato, miłość, wypoczynek..., ale nie tylko! Nie było tu tylko takich oklepanych tematów, ale coś naprawdę oryginalnego. Zdecydowanie polecam!



2. Początek wszystkiego - Robyn Schneider



Głośna tegoroczna premiera także od wydawnictwa Moondrive. Zachęca już sama szata graficzna, bo okładka powieści jest przepiękna i sama nastraja w klimat wakacji. Środek także utrzymuje poziom, może nie do końca letnia, ale lekka, przepiękna pozycja. Co mogę więcej napisać? Zapraszam do recenzji: [klik].



3. Panika - Lauren Oliver



O "Panice" mogliście słyszeć wiele dobrego, ale też jeszcze więcej złego, jak ja. Nie jest to najnowsza książka, lecz według mnie idealna pozycja na jeden raz. Jej sceptycy mówią, że podobnie jak "Czerwona królowa" jest mieszaniną wszelkich możliwych książek z gatunku young adult. Według mnie nie było to kopiowanie, lecz nawiązywanie do takich powieści. Wartka akcja, ciekawa, choć odrobinę nierealna, opowieść, wręcz idealny odstresowywacz na plażę! Akcja dzieje się latem, więc łatwiej wczuć się w niesamowity, tajemniczy klimat. Skusicie się? 


4. Oddam ci słońce - Jandy Nelson 


Ta książka najbardziej wyróżnia się na tle wszystkich siedmiu. Z ręką na sercu mogę Wam potwierdzić, że jest to jedna z najpiękniejszych książek jakie w życiu czytałem. Nie jest to lekka pozycja, choć czyta się naprawdę szybko. Porusza naprawdę ważne tematy w życiu każdego nastolatka. Myślę, że osoby, które lubią ambitne pozycje powinny się skusić na "Oddam ci słońce", ponieważ szczerze warto. W te wakacje planuję przeczytać to jeszcze raz, więc tam napiszę o tym więcej. Najlepsza książka w tym rankingu! 



5. Czy wspominałam, że Cię kocham? - Estelle Maskame


A to najlżejsza książka w tym podsumowaniu. Choć wydana była w lutym jest prawdziwie wakacyjna. Nie oszukujmy się, nie jest to literatura górnych lotów, lecz idealna na odstresowanie. Spędziłem z nią wspaniałe chwile, świetnie się bawiłem czytając tę historię miłosną. Akcja dzieje się w wakacje, w Los Angeles, czego chcieć więcej? "Czy wspominałam, że Cię kocham" to wręcz najlepsza książka na plażę, którą można pochłonąć w jeden dzień. Przede mną dwa kolejne tomy, ale zanim je przeczytam ten też będę musiał sobie odświeżyć, recenzja też pewnie będzie w te wakacje. 



6. Papierowe miasta - John Green


"Papierowe miasta" to jedna z niewielu książek młodzieżowych, gdzie tematem głównym nie jest miłość! Ostatnio rzadko się to zdarza, prawda? Jak każda powieść Johna Greena jest wspaniałą pozycją przekazującą ważne wartości w życiu, tym razem padło na przyjaźń. Prawdziwa przyjaźń, podróż życia po zakończeniu szkoły... Wszystko co się tam dzieje jest wspaniałe. Rok temu w kinach zawitał film bazujący na książce. Bazujący, ponieważ diametralnie się różnił od pierwowzoru literackiego. Muszę się Wam przyznać, że jednak film bardziej mi się podoba, chociaż książka również jest warta uwagi!



6. Percy Jackson i Bogowie Olimpijscy - Rick Riordan


Do "Percy'ego" mam taki sentyment, że była to moja pierwsza seria Ricka Riordana, a dodatkowo czytałem ją... w wakacje. Cienkie książki, które można przeczytać w jeden dzień także nadają się na plażę lub leniwy dzień na hamaku. Akcja dzieje się na Obozie Herosów, który można podciągnąć pod obóz letni, bo nim właśnie jest. Wakacje z herosami? Walka ze złem? Brzmi świetnie i takie jest. Zdecydowanie polecam całą serię! 


To już koniec mojego podsumowania, czytaliście te książki? Jakie macie o nich zdanie? Piszcie w komentarzach! Do następnego postu.
xx K

23 czerwca 2017

[21] Koralina - recenzja


Cześć!
Witam w kolejnym poście! Dzisiaj porozmawiamy trochę o reedycji "Koraliny" Neila Gaimana. Zapraszam! 


Dzień po przeprowadzce Koralina postanowiła zwiedzić cały dom... W nowym mieszkaniu, do którego Koralina przeprowadziła się z rodzicami, jest dwadzieścia jeden okien i czternaścioro drzwi. Trzynaścioro z nich otwiera się zwyczajnie, czternaste zaś są zamknięte na klucz. Za nimi znajduje się tylko ściana z cegieł – przynajmniej do dnia, w którym Koralina otwiera je i odkrywa przejście do innego domu, który na pierwszy rzut oka niczym nie różni się od jej własnego. Ale pozory mylą...

Z początku nowo odkryte mieszkanie wydaje się jej cudowne. Na obiad dostaje same smakołyki, a w pudełku z zabawkami czekają anioły, które po nakręceniu fruwają po pokoju, książki, w których ilustracje wyglądają, jakby ożywały, małe główki dinozaurów, które na zawołanie klekocą zębami. Jednakże w nowym domu są też nowi rodzice, którzy chcieliby, żeby Koralina została ich córeczką. Chcą ją odmienić, zatrzymać i nigdy nie oddać jej z powrotem. W lustrach zaś kryją się nieszczęśliwe dzieci, zagubione dusze...



Jak już wcześniej zauważyliście zbieram książki tego autora w nowych okładkach Dark Crayon. Są bardzo piękne i dzięki temu wreszcie przekonałem się do Neila Gaimana. Wydawnictwo MAG jak zawsze wykonało kawał dobrej roboty, bo okładka odzwierciedla to co znajdziemy w środku. Aż zachęca do czytania! Jest to moja trzecia książka tego autora, więc już przyzwyczaiłem się do specyficznego stylu jakim pisze ten autor. Lubię, gdy pisarz ma swój własny sposób prowadzenia fabuły, ale także interesujących opisów. 

Tak naprawdę jest to książka na jeden raz. Akurat za oknem dżdży, więc postanowiłem sięgnąć po "Koralinę" i przed chwilą przeczytałem ją jednym tchem. Lekki sposób narracji ułatwia czytanie i przerzucamy strony jedna po drugiej całkowicie tracąc poczucie czasu. Wystarczyła mi nieco ponad godzina, by przeczytać tę około stu stronicową powieść. Chociaż może lepiej użyć słowa opowiadanie. Nie przeszkadza mi to, że książka jest taka króciutka, bo autor zawarł wszystko co trzeba zawrzeć w dobrej książce i gdyby została przedłużona stałoby się to minusem. Krótka powieść to w tym przypadku niezwykły plus, bo wspaniały klimat książki nie pozwala przeczytać jej na dwa, czy trzy razy.

Teraz przejdę do klimatu, jeśli już o nim zacząłem. Okładka sama wskazuje na to, że mamy do czynienia z dziecięcym dark fantasy. Od pierwszych stron towarzyszy niemałe uczucie niepokoju. To przeczucie ze strony na stronę rośnie, by przy końcu osiągnąć punkt kulminacyjny. Neil Gaiman jest mistrzem budowania napięcia, a właśnie o to, przede wszystkim chodziło. Stylizacja na mroczną baśń to niesamowity zabieg, który jest największym atutem tej książki. To, co zrobił autor wzorując się na nieśmiertelnej "Alicji z Krainy Czarów" dało wspaniały efekt. 

Przechodząc do minusów muszę przyznać, że odrobinę się zawiodłem. Czytałem w opiniach na lubimyczytac.pl, że jest to horror dla dzieci, ale nawet dorosłych może przestraszyć. Nie odczułem tego kompletnie. Podczas czytania towarzyszył mi lekki niepokój i ciekawość co będzie dalej, ale to z powodu mistrzowskich opisów i budowania napięcia, a nie z powodu historii, która kompletnie nie jest przerażająca. Gdybym nie czytał recenzji nie nastawiłbym się na coś strasznego. Mam teraz takie uczucie jak w przypadku "Lśnienia", wszystko mówią, iż jest to horror wszech czasów, a mnie kompletnie nie przestraszył. Więcej przeczytacie w recenzji, do której Was bardzo zapraszam. 

Podsumowując spędziłem z "Koraliną" niesamowitą godzinę, ale nie sądzę, że wrócę do tej książki. Być może przy burzy, bez prądu przetrwam to z dziełem Neila w ręku. Niesamowity klimat i stylistyka, lecz bardziej spodobałoby mi się kilka lat temu.

★★★★✩
Ja wcale nie chcę wszystkiego czego pragnę. Nikt tego nie chce. Nie tak naprawdę. Co to za zabawa dostawać wszystko, o czym się marzy, tak po prostu? Wtedy to nic nie znaczy. Zupełnie nic.
Neil Gaiman - "Koralina"

19 czerwca 2017

[20] Początek wszystkiego - recenzja


Cześć!
Witam w kolejnym poście. Dzisiaj porozmawiamy o nowości wydawniczej od Moondrivea'a, czyli wakacyjnym hicie "Początek wszystkiego". Zapraszam!



Kiedy wydaje ci się, że to już koniec, właśnie wtedy możesz być... na początku wszystkiego.
Ezra Faulkner jest gwiazdą swojej szkoły: popularny, przystojny i dobrze zbudowany. Miał nawet zostać królem balu maturalnego. Ale to było zanim... Zanim dziewczyna go zdradziła, auto roztrzaskało mu kolano, jego dobrze zapowiadająca się kariera sportowa legła w gruzach, a przyjaciele zdobyli się jedynie na to, aby wysłać mu do szpitala kartkę z życzeniami szybkiego powrotu do zdrowia.

Cassidy Thorpe to dziewczyna inna niż wszystkie. Zjeździła kawał świata, nocą wykrada się z gitarą na dach internatu, tańczy tak, jakby krótka chwila miała trwać wiecznie, i zna naprawdę dziwne słowa.

Spotkanie tej dwójki jest przypadkowe, ale zmieni ich życie na zawsze. Cassidy wciąga Ezrę do swojego niesamowitego świata, w którym nie ma końców – są tylko nowe początki.



O książce dowiedziałem się od razu z fanpage wydawnictwa Moondrive. Według mnie wydaje ono najlepsze książki młodzieżowe, które bardzo lubię czytać. Dodatkowo zainteresowało mnie to, że mówili o tym jako o książce idealnej na wakacje, a uwielbiam czuć w książce specyficzny klimat. Wcześniej z "letnich" książek czytałem na przykład "Ktoś mnie pokocha", ale o takich pozycjach będzie za tydzień odrębny post. Od razu zamówiłem w przedsprzedaży i z niecierpliwością czekałem na kuriera. Zabawne, że moje zamówienie przyszło kilka dni przed premierą, więc mogłem cieszyć się książką już wtedy, gdy się jej nawet nie spodziewałem.Na wstępie mogę Was zapewnić, że Moondrive nie kłamał i jest to prawdziwie letnia książka! Co od razu rzuca się w oczy to okładka, która także pokazuje klimat całej powieści. Jest po prostu przepiękna. Gdybym nie przeczytał wcześniej opisu, a zobaczył tę książkę w księgarni zapewne bez zastanowienia bym ja kupił.

Choć historia może wydawać Wam się oklepana i taka jak wszystkie to jest kompletnie na odwrót. Na początku myślałem, że będzie to kolejna historia, z którą spędzę przyjemnie czas i nic więcej, ale mniej więcej w środku okazało się, że jest zupełnie inaczej. Jak już wcześniej wspominałem lubię młodzieżówki, nawet takie, które są kompletnymi odmóżdżaczami, lecz uwielbiam takie, które przekazują jakieś prawdy życiowe lub wartości. Historia Ezry i Cassidy na pewno nie jest oklepana i jest to typ książki z literatury młodzieżowej, która może nas czegoś nauczyć.

Bohaterowie, których wykreowała Robyn bardzo przypadli mi do gustu. Na reguł w książkach tego typu wszyscy są tacy sami i zwykle nie grzeszą inteligencją, lecz główne postacie w "Początku wszystkiego" są na swój licealny wiek bardzo dojrzali. Autorka skorzystała ze schematu typowego amerykańskiego high school. Chodzi o to, że uczniowie dzielą się na kategorie najbardziej popularnych (sportowców i cheerleaderek) oraz tych, na których nikt nie zwraca uwagi (w tym przypadku ludzi z kółka debat). To wydawało mi się przerysowane, lecz użyte w dobrym celu ukazania tego, jak ci najbardziej popularni są fałszywi i jak łatwo przez jedno wydarzenie stracić całą "szkolną chwałę" i przejść do tej drugiej kategorii. Ciekawie, że w książce Robyn poruszała prawdziwe problemy osób w tym wieku, a nie tylko imprezy, randki i inne przesłodzone rzeczy jak w wielu książkach literatury młodzieżowej. Postać Ezry bardzo mi się spodobała, jednak to Toby był według mnie najbardziej zmarnowanym potencjałem tej powieści. Według mnie mogłoby być go o wiele więcej, ponieważ przyjaciel głównego bohatera jest naprawdę wspaniale stworzony. Tego niestety nie mogę powiedzieć o Cassidy... Przez pierwszą połowę książki bardzo ją lubiłem i podziwiałem, jednak później stała się moją najmniej lubianą postacią w powieści.

Jeśli chodzi o minusy to sposób prowadzenia historii podobał mi się do pierwszej części. Dalej po prostu nie spodobało mi się to co zrobiła autorka. Nie chodzi o to, że zrobiła to źle czy coś w tym stylu, lecz po prostu myślałem, że skończy się to całkowicie inaczej. Byłem przekonany, że ta słodko-gorzka historia będzie bardziej słodka niż gorzka. Dodatkowo w niektórych momentach trochę gubiłem się w narracji, lecz daję wielkiego plusa, że wszystko opowiada chłopak, bo prawie zawsze narratorem jest dziewczyna. Fajnie było przeczytać coś z innego punktu widzenia.

Podsumowując "Początek wszystkiego" jest książką idealną na wakacje. Bardzo szybko się czyta i ma wspaniały, niepowtarzalny klimat, jednak nie brakuje jej minusów. Widać, że jest to debiut Robyn Schneider, jednak chętnie przeczytam kolejną książkę tej autorki. Czekam, aż wydawnictwo wyda kolejną powieść tej autorki! Nie pozostaje mi nic innego jak polecić Wam "Początek wszystkiego", bo naprawdę warto spędzić wspaniałe chwile przy tej powieści!

★★★


Czasem myślę sobie, że na każdego czai się jego osobista tragedia. Że ktoś, kto właśnie kupuje mleko w piżamie albo dłubie w nosie na światłach, może być sekundę od katastrofy. Że każde życie, nieważne, jak zwyczajne, ma tę jedną chwilę, kiedy staje się wyjątkowe - chwilę, po której wydarzy się wszystko, co naprawdę ma znaczenie.
Robyn Schneider - "Początek wszystkiego"

12 czerwca 2017

[19] Duchowe życie zwierząt - recenzja


Cześć! Witam w kolejnym poście. Dzisiaj opowiem trochę o stosunkowo nowej pozycji jaką jest "Duchowe życie zwierząt". Zapraszam! :)


Autor „Sekretnego życia drzew”, Peter Wohlleben, przedstawia w fascynujący sposób świat przyrody, którego nie znamy.
Koguty okłamujące kury? Łanie pogrążone w żałobie? Zawstydzone konie? To przejawy fantazji ekologów czy naukowo udowodnione fakty z życia zwierząt? Czy bogate życie uczuciowe nie jest zastrzeżone jedynie dla ludzi?
Peter Wohlleben, leśnik i miłośnik przyrody, korzystając z najnowszych badań i własnych obserwacji, udowadnia, że zwierzęta i ludzie w sferze uczuć i doznań są do siebie podobni. Odkrywa przed nami niesamowite historie zwierząt, w których możemy zaobserwować ich mądrość, współczucie, troskę czy przyjaźń.
Podobnie jak w bestsellerowym „Sekretnym życiu drzew” Wohlleben przedstawia w fascynujący sposób świat przyrody, którego nie znamy. Kochasz zwierzęta? Dzięki tej książce przekonasz się, że są ci bliższe, niż ci się zdawało.


Zapewne słyszeliście o "Sekretnym życiu drzew", które poprzedniego roku podbiło serca wielu polskich czytelników. Peter Wohlleben wydał w tym roku nową książkę, o podobnej tematyce, lecz zamiast roślin opisywał zwierzęta. Już w 2016 chciałem kupić debiutancką powieść niemieckiego leśnika, lecz wtedy nie czytywałem bardziej ambitnych książek, tylko same młodzieżówki. Gdy dowiedziałem się o "Duchowym życiu zwierząt" musiałem to przeczytać, ponieważ jest to temat bardziej interesujący mnie od roślin. Przy okazji szkolnej wycieczki postanowiłem zakupić tę powieść (miałem mały dylemat, płyta lub książka, oczywiście padło na książkę). Bardzo mi się podoba, że zostało to wzbogacone także o edycję ilustrowaną, która bardzo mi się podoba, lecz w empiku natrafiłem jedynie na zwykłą. I tak jest pięknie wydana!

Jeśli już zacząłem o wydaniu, to jest to wielki atut książki. Wydawnictwo otwarte naprawdę się postarało i przepięknie stworzyli szatę graficzną tej pozycji. W sklepie od razu rzuca się w oczy i można się na nią patrzeć godzinami. Cudowny kolaż przedstawiający harmonię w świecie zwierząt. Oprócz tego na początku każdego rozdziału mamy miniaturowe rysunki, które także wzbogacają środek książki. Dodatkowo przepięknie pachnie (musiałem o tym wspomnieć). Będzie wspaniale ozdabiać moją biblioteczkę!

Bardzo spodobało mi się to z jaką miłością i czułością autor opowiada o zwierzętach. Leśnik przepięknie opowiada o każdym ze zwierząt, nawet tych, które inni ludzie traktują po macoszemu, na przykład insektach. Największym atutem są interesujące anegdoty z życia Petera Wohllebena. Z tego co wyczytałem ma on niewielką farmę i kilka zwierząt hodowlanych, do tego oczywiście pupile domowe. Ciekawie opowiadał o przypadkach w jego gospodarstwie na przykład o koźle Vito, ale oczywiście nie tylko o tym. Mieszkając w leśniczówce blisko lasu, autor chcąc nie chcąc codziennie obserwuje dziką przyrodę, więc mamy tu wiele historii z jego życia i wydarzeń, których on sam był świadkiem.

W czterdziestu pięciu rozdziałach Peter Wohlleben opisuje podstawowe emocje zwierząt takie jak strach, miłość, sen czy rodzicielstwo. Każda część jest o czymś innym, więc nie musimy czytać książki po kolei tylko zacząć od rozdziału, który najbardziej nas interesuje. Autor opisywał dane emocje na przykładach z jego własnego doświadczenia, z badań naukowych, ale także z... filmików na YouTube. 

Jeśli chodzi o minusy, to niestety jest to długość rozdziałów. Każdy ma około dziesięciu stron, a często i mniej. Według mnie, by dobrze wszystko napisać potrzeba odrobinę więcej. Autor mógłby zrezygnować z pobocznych tematów i poświęcić więcej miejsca w książce na te, potrzebujące dokładniejszego opisania. Równie dobrze książka mogłaby być odrobinę dłuższa, ponieważ ma dokładnie dwieście sześćdziesiąt cztery strony. Nie uważacie, że jest to odrobinę za mało? Miejscami autor odrobinę przynudzał. Jego styl pisania niestety należy do przeciętnych. Ciekawie opowiadał anegdoty, lecz reszta książki nie była napisana szczególnym językiem. Niektóre rozdziały mnie nudziły, nie z powodu tematu, jakie poruszały, ale sposobu, w jakie zostały napisane. Miejscami bardzo interesujące, a miejscami okropnie nudne. 

Podsumowując "Duchowe życie zwierząt" jest dość dobrą książką, lecz liczyłem na coś więcej. Nie pozostaje mi nic innego jak polecić to wszystkim miłośnikom zwierząt, ponieważ otwiera ona oczy i pozwala spojrzeć później na otaczającą nas przyrodę w nieco inny sposób. 

★★★✩✩

Zwyczajne uważam to za piękną myśl, że inne gatunki również nie są jedynie maszynami, które działają wyłącznie według zaprogramowanych mechanizmów, a naciśnięcie guzika względnie hormonu wywołuje określone działania. Wiewiórki, sarny czy dziki z duszą - to jest to, co mnie bierze i napełnia moje serce radością, gdy wiedzę takie zwierzaki na swobodzie.
Peter Wohlleben - "Duchowe życie zwierząt"

5 czerwca 2017

[18] Lśnienie - recenzja


Cześć! Dzisiaj miała się pojawić recenzja filmu "Into the wild", ale postanowiłem, że początek czerwca będzie książkowy, bo w ten weekend skończyłem czytać, można powiedzieć, klasyk gatunku jakim jest "Lśnienie". Czy ta pozycja jest warta uwagi? Zapraszam!


Powieść uważana przez wielu czytelników za horror wszechczasów.
Jack Torrance, były nauczyciel, a obecnie poszukujący weny pisarz, otrzymuje prace dozorcy w opuszczonym na czas zimowy górskim hotelu Overlook (Panorama). Kiedy burze śnieżne odcinają od świata rodzinę Torrance'ów, obdarzony telepatycznymi zdolnościami Danny, pięcioletni syn Jacka, odkrywa, że hotel jest nawiedzony, a duchy powoli doprowadzają jego ojca do obłędu. Sytuacja staje się coraz bardziej napięta, aż pewnego dnia mężczyzna przestaje nad sobą panować.


Książkę kupiłem pod wpływem impulsu w księgarni. Chciałem sięgnąć po coś świeżego, a że zwykle nie sięgam po literaturę tego typu padło na Kinga (wcześniej czytałem "Carrie" (recenzja na blogu) i "Misery"). Po wcześniejszym zapoznaniu się z ogromem pozytywnych opinii, które krążą w Internecie zacząłem czytać. Byłem przekonany, że dostanę bardzo przerażający horror, gdzie będę przerażony już po pierwszych stronach, a dostałem przeciętny thriller psychologiczny. Nie powiem, był to ogromny zawód.

Muszę przyznać, iż Stephen King ma specyficzny styl pisania, który albo się kocha, albo nienawidzi. Mnie bardzo się spodobał po dwóch poprzednich książkach tego autora, w "Lśnieniu" był tak jakby mniej widoczny, lecz gdyby nie było nazwiska pisarza na okładce, z łatwością rozpoznałbym, że to właśnie on napisał. Za sposób napisania książki daje ogromnego plusa, ponieważ taka narracja bardzo mi się podoba.

Bohaterowie zostali wykreowani bardzo dobrze, choć myślę, że trochę przerysowanie. Główna postać - Jack Torrance - jest człowiekiem z barwną przeszłością, choć nie do końca pozytywną. Podoba mi się to, że Jack został przedstawiony na dwa sposoby - pozytywny oraz negatywny - dzięki czemu mogliśmy sami dokonać jego dogłębnej analizy oraz oceny. Wendy wydaje mi się być najbardziej przerysowaną książkową bohaterką na świecie. Taka spokojna, szara myszka pod kloszem swojego męża. Danny jest najciekawszą postacią z "Lśnienia". Dziecko z nadprzyrodzoną zdolnością oraz wymyślonym przyjacielem? Intrygujące połączenie. Wszyscy ludzie z tej książki, zostali stworzeni bardzo dobrze, co było plusem w tej książce, myślę, że jest to najmocniejsza strona "Lśnienia".

Niestety, potem stawało się tylko gorzej. Przez pierwszą połowę książki nic się nie działo. Pomyślałem, że to taki rodzaj budowania napięcia i zaraz Stephen King da upust swojemu kunsztowi literackiemu jak w przypadku "Carrie". Niestety, nie dał. Jakaś szczególna akcja działa się jedynie pod koniec. Mogę powiedzieć, że przez całą książkę po prostu wiało nudą. Kiedy myślałem, że już coś się stanie, nie działo się nic. Rozdziały okropnie mi się dłużyły i chciałem jak najszybciej je skończyć. Tutaj leży największy minus "Lśnienia", bo z opisu wynika, że miał być on największym horrorem ostatnich lat, lecz według mnie pasowałoby określenie thriller psychologiczny. 

Przez te wszystkie recenzje spodziewałem się czegoś mega strasznego, lecz niestety dostałem przeciętną pozycję z dobrymi bohaterami. Sam nie wiem, jak mogę to ocenić.

★★★✩✩
Żyjemy, aby walczyć jeszcze jeden dzień.
Stephen King - Lśnienie
Szablon dla Bloggera stworzony przez Devon.