19 czerwca 2017

[20] Początek wszystkiego - recenzja


Cześć!
Witam w kolejnym poście. Dzisiaj porozmawiamy o nowości wydawniczej od Moondrivea'a, czyli wakacyjnym hicie "Początek wszystkiego". Zapraszam!



Kiedy wydaje ci się, że to już koniec, właśnie wtedy możesz być... na początku wszystkiego.
Ezra Faulkner jest gwiazdą swojej szkoły: popularny, przystojny i dobrze zbudowany. Miał nawet zostać królem balu maturalnego. Ale to było zanim... Zanim dziewczyna go zdradziła, auto roztrzaskało mu kolano, jego dobrze zapowiadająca się kariera sportowa legła w gruzach, a przyjaciele zdobyli się jedynie na to, aby wysłać mu do szpitala kartkę z życzeniami szybkiego powrotu do zdrowia.

Cassidy Thorpe to dziewczyna inna niż wszystkie. Zjeździła kawał świata, nocą wykrada się z gitarą na dach internatu, tańczy tak, jakby krótka chwila miała trwać wiecznie, i zna naprawdę dziwne słowa.

Spotkanie tej dwójki jest przypadkowe, ale zmieni ich życie na zawsze. Cassidy wciąga Ezrę do swojego niesamowitego świata, w którym nie ma końców – są tylko nowe początki.



O książce dowiedziałem się od razu z fanpage wydawnictwa Moondrive. Według mnie wydaje ono najlepsze książki młodzieżowe, które bardzo lubię czytać. Dodatkowo zainteresowało mnie to, że mówili o tym jako o książce idealnej na wakacje, a uwielbiam czuć w książce specyficzny klimat. Wcześniej z "letnich" książek czytałem na przykład "Ktoś mnie pokocha", ale o takich pozycjach będzie za tydzień odrębny post. Od razu zamówiłem w przedsprzedaży i z niecierpliwością czekałem na kuriera. Zabawne, że moje zamówienie przyszło kilka dni przed premierą, więc mogłem cieszyć się książką już wtedy, gdy się jej nawet nie spodziewałem.Na wstępie mogę Was zapewnić, że Moondrive nie kłamał i jest to prawdziwie letnia książka! Co od razu rzuca się w oczy to okładka, która także pokazuje klimat całej powieści. Jest po prostu przepiękna. Gdybym nie przeczytał wcześniej opisu, a zobaczył tę książkę w księgarni zapewne bez zastanowienia bym ja kupił.

Choć historia może wydawać Wam się oklepana i taka jak wszystkie to jest kompletnie na odwrót. Na początku myślałem, że będzie to kolejna historia, z którą spędzę przyjemnie czas i nic więcej, ale mniej więcej w środku okazało się, że jest zupełnie inaczej. Jak już wcześniej wspominałem lubię młodzieżówki, nawet takie, które są kompletnymi odmóżdżaczami, lecz uwielbiam takie, które przekazują jakieś prawdy życiowe lub wartości. Historia Ezry i Cassidy na pewno nie jest oklepana i jest to typ książki z literatury młodzieżowej, która może nas czegoś nauczyć.

Bohaterowie, których wykreowała Robyn bardzo przypadli mi do gustu. Na reguł w książkach tego typu wszyscy są tacy sami i zwykle nie grzeszą inteligencją, lecz główne postacie w "Początku wszystkiego" są na swój licealny wiek bardzo dojrzali. Autorka skorzystała ze schematu typowego amerykańskiego high school. Chodzi o to, że uczniowie dzielą się na kategorie najbardziej popularnych (sportowców i cheerleaderek) oraz tych, na których nikt nie zwraca uwagi (w tym przypadku ludzi z kółka debat). To wydawało mi się przerysowane, lecz użyte w dobrym celu ukazania tego, jak ci najbardziej popularni są fałszywi i jak łatwo przez jedno wydarzenie stracić całą "szkolną chwałę" i przejść do tej drugiej kategorii. Ciekawie, że w książce Robyn poruszała prawdziwe problemy osób w tym wieku, a nie tylko imprezy, randki i inne przesłodzone rzeczy jak w wielu książkach literatury młodzieżowej. Postać Ezry bardzo mi się spodobała, jednak to Toby był według mnie najbardziej zmarnowanym potencjałem tej powieści. Według mnie mogłoby być go o wiele więcej, ponieważ przyjaciel głównego bohatera jest naprawdę wspaniale stworzony. Tego niestety nie mogę powiedzieć o Cassidy... Przez pierwszą połowę książki bardzo ją lubiłem i podziwiałem, jednak później stała się moją najmniej lubianą postacią w powieści.

Jeśli chodzi o minusy to sposób prowadzenia historii podobał mi się do pierwszej części. Dalej po prostu nie spodobało mi się to co zrobiła autorka. Nie chodzi o to, że zrobiła to źle czy coś w tym stylu, lecz po prostu myślałem, że skończy się to całkowicie inaczej. Byłem przekonany, że ta słodko-gorzka historia będzie bardziej słodka niż gorzka. Dodatkowo w niektórych momentach trochę gubiłem się w narracji, lecz daję wielkiego plusa, że wszystko opowiada chłopak, bo prawie zawsze narratorem jest dziewczyna. Fajnie było przeczytać coś z innego punktu widzenia.

Podsumowując "Początek wszystkiego" jest książką idealną na wakacje. Bardzo szybko się czyta i ma wspaniały, niepowtarzalny klimat, jednak nie brakuje jej minusów. Widać, że jest to debiut Robyn Schneider, jednak chętnie przeczytam kolejną książkę tej autorki. Czekam, aż wydawnictwo wyda kolejną powieść tej autorki! Nie pozostaje mi nic innego jak polecić Wam "Początek wszystkiego", bo naprawdę warto spędzić wspaniałe chwile przy tej powieści!

★★★


Czasem myślę sobie, że na każdego czai się jego osobista tragedia. Że ktoś, kto właśnie kupuje mleko w piżamie albo dłubie w nosie na światłach, może być sekundę od katastrofy. Że każde życie, nieważne, jak zwyczajne, ma tę jedną chwilę, kiedy staje się wyjątkowe - chwilę, po której wydarzy się wszystko, co naprawdę ma znaczenie.
Robyn Schneider - "Początek wszystkiego"

4 komentarze:

  1. Właśnie zazwyczaj to dziewczyny mówią. Jestem ciekawa, co wymyśliła autorka. Zawsze przyjaciele są najbarwniejszymi postaciami, tylko niewykorzystanymi :)
    POCZYTAJ ZE MNĄ!

    OdpowiedzUsuń
  2. Bardzo podoba mi się okładka, ale sam nie wiem czy mam ochotę na tę książkę.

    Hubert z Thelunabook
    http://maasonpl.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  3. Chłopak jest narratorem? Lecem kupić xdd

    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  4. Kolejna opinia o tej książce xd Chłopak jest narratorem powieści- plus, książka na lato- plus :D Zdecydowanie muszę przeczytać :) Ja tam zawsze uwielbiam postacie drugoplanowe, z głównymi bohaterami rzadko się lubię xd Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń

Szablon dla Bloggera stworzony przez Devon.