23 czerwca 2017

[21] Koralina - recenzja


Cześć!
Witam w kolejnym poście! Dzisiaj porozmawiamy trochę o reedycji "Koraliny" Neila Gaimana. Zapraszam! 


Dzień po przeprowadzce Koralina postanowiła zwiedzić cały dom... W nowym mieszkaniu, do którego Koralina przeprowadziła się z rodzicami, jest dwadzieścia jeden okien i czternaścioro drzwi. Trzynaścioro z nich otwiera się zwyczajnie, czternaste zaś są zamknięte na klucz. Za nimi znajduje się tylko ściana z cegieł – przynajmniej do dnia, w którym Koralina otwiera je i odkrywa przejście do innego domu, który na pierwszy rzut oka niczym nie różni się od jej własnego. Ale pozory mylą...

Z początku nowo odkryte mieszkanie wydaje się jej cudowne. Na obiad dostaje same smakołyki, a w pudełku z zabawkami czekają anioły, które po nakręceniu fruwają po pokoju, książki, w których ilustracje wyglądają, jakby ożywały, małe główki dinozaurów, które na zawołanie klekocą zębami. Jednakże w nowym domu są też nowi rodzice, którzy chcieliby, żeby Koralina została ich córeczką. Chcą ją odmienić, zatrzymać i nigdy nie oddać jej z powrotem. W lustrach zaś kryją się nieszczęśliwe dzieci, zagubione dusze...



Jak już wcześniej zauważyliście zbieram książki tego autora w nowych okładkach Dark Crayon. Są bardzo piękne i dzięki temu wreszcie przekonałem się do Neila Gaimana. Wydawnictwo MAG jak zawsze wykonało kawał dobrej roboty, bo okładka odzwierciedla to co znajdziemy w środku. Aż zachęca do czytania! Jest to moja trzecia książka tego autora, więc już przyzwyczaiłem się do specyficznego stylu jakim pisze ten autor. Lubię, gdy pisarz ma swój własny sposób prowadzenia fabuły, ale także interesujących opisów. 

Tak naprawdę jest to książka na jeden raz. Akurat za oknem dżdży, więc postanowiłem sięgnąć po "Koralinę" i przed chwilą przeczytałem ją jednym tchem. Lekki sposób narracji ułatwia czytanie i przerzucamy strony jedna po drugiej całkowicie tracąc poczucie czasu. Wystarczyła mi nieco ponad godzina, by przeczytać tę około stu stronicową powieść. Chociaż może lepiej użyć słowa opowiadanie. Nie przeszkadza mi to, że książka jest taka króciutka, bo autor zawarł wszystko co trzeba zawrzeć w dobrej książce i gdyby została przedłużona stałoby się to minusem. Krótka powieść to w tym przypadku niezwykły plus, bo wspaniały klimat książki nie pozwala przeczytać jej na dwa, czy trzy razy.

Teraz przejdę do klimatu, jeśli już o nim zacząłem. Okładka sama wskazuje na to, że mamy do czynienia z dziecięcym dark fantasy. Od pierwszych stron towarzyszy niemałe uczucie niepokoju. To przeczucie ze strony na stronę rośnie, by przy końcu osiągnąć punkt kulminacyjny. Neil Gaiman jest mistrzem budowania napięcia, a właśnie o to, przede wszystkim chodziło. Stylizacja na mroczną baśń to niesamowity zabieg, który jest największym atutem tej książki. To, co zrobił autor wzorując się na nieśmiertelnej "Alicji z Krainy Czarów" dało wspaniały efekt. 

Przechodząc do minusów muszę przyznać, że odrobinę się zawiodłem. Czytałem w opiniach na lubimyczytac.pl, że jest to horror dla dzieci, ale nawet dorosłych może przestraszyć. Nie odczułem tego kompletnie. Podczas czytania towarzyszył mi lekki niepokój i ciekawość co będzie dalej, ale to z powodu mistrzowskich opisów i budowania napięcia, a nie z powodu historii, która kompletnie nie jest przerażająca. Gdybym nie czytał recenzji nie nastawiłbym się na coś strasznego. Mam teraz takie uczucie jak w przypadku "Lśnienia", wszystko mówią, iż jest to horror wszech czasów, a mnie kompletnie nie przestraszył. Więcej przeczytacie w recenzji, do której Was bardzo zapraszam. 

Podsumowując spędziłem z "Koraliną" niesamowitą godzinę, ale nie sądzę, że wrócę do tej książki. Być może przy burzy, bez prądu przetrwam to z dziełem Neila w ręku. Niesamowity klimat i stylistyka, lecz bardziej spodobałoby mi się kilka lat temu.

★★★★✩
Ja wcale nie chcę wszystkiego czego pragnę. Nikt tego nie chce. Nie tak naprawdę. Co to za zabawa dostawać wszystko, o czym się marzy, tak po prostu? Wtedy to nic nie znaczy. Zupełnie nic.
Neil Gaiman - "Koralina"

6 komentarzy:

  1. Fajnie, że trafiłam na tego posta - pozwalam sobie dodać bloga do obserwowanych :) Koralinę czytalam jakiś czas temu w oryginalne i bardzo podobała mi się wizja autora, choć jeszcze bardziej lubię wersję animowaną. Zgodzę się za to w 100% co do jednego - okładki nowej edycji są niesamowite! Niedawno dostałam w tym wydaniu "Amerykańskich bogów", już skończyłam czytać, więc pewnie niedługo pokuszę się o recenzję. Pozdrawiam, Ewelina z "Gry w Bibliotece"

    OdpowiedzUsuń
  2. Koralinę na razie tylko oglądałam, ale może kiedyś uda mi się przeczytać. Nie będę się nastawiała na strach i będzie okej :P

    OdpowiedzUsuń
  3. Jejku, kocham tę okładkę i gdyby nie to, że znam tę historię to kupiłabym tę książkę :)
    Oglądałam również ekranizację i bardzo, ale to bardzo mi się podobała! Wprawdzie jestem coraz starsza, ale nadal lubię takie klimaty ^^

    OdpowiedzUsuń
  4. Koralinę czytałam już dobre kilka lat temu, kiedy miałam zaledwie 10 lat. Niestety nawet wtedy się nie bałam przedstawionej historii, a jedynie zakochałam się w niej. :)

    Pozdrawiam serdecznie i w wolnej chwili zapraszam do mnie na konkurs.
    niezapomniany-czas-czyli-o-ksiazkach.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  5. "Lśnienie" również jakoś mnie nie poraziło, tak samo jak i kontynuacja "Doktor Sen". Niby było jakieś, ale jakie to nie wiem.
    Z twórczością tego autora jeszcze nie obcowałam, jednakże planuję zacząć od mitologii. Uwielbiam takie klimaty i jeszcze te dopełniające się, czarne okładki. Ach!
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  6. Kochana uwielbiam Gaimana :)
    www.zaczytanasowka.pl

    OdpowiedzUsuń

Szablon dla Bloggera stworzony przez Devon.