18 lipca 2017

[29] Przedpremierowo: Czarna Madonna - recenzja


Cześć!
Witam w kolejnym poście! Dzisiaj nietypowo, ponieważ notka była wczoraj, a ta powinna ukazać się w piątek. Sprawcą całego zamieszania jest nowa książka Remigiusza Mroza - "Czarna Madonna". Zapraszam na przedpremierową recenzję!



Boeing 747 irlandzkich linii lotniczych miał wylądować w Tel Awiwie o trzeciej w nocy. Nigdy nie dotarł na miejsce, a kontakt z maszyną utracono gdzieś nad Morzem Śródziemnym. Na pokładzie znajdowało się 520 osób, w tym narzeczona Filipa, która miała odbyć pielgrzymkę do Bazyliki Grobu Świętego.

Przez pierwsze godziny Filip wierzy, że samolot się odnajdzie. Nic nie wskazuje na zamach, straż przybrzeżna nie odnajduje wraku, a co jakiś czas do kontroli lotów dociera sygnał z transpondera.

Co stało się z boeingiem? Jaki związek ma jego zniknięcie z podobnymi zdarzeniami?
I jakie znaczenie ma obraz Matki Bożej, nazywany Czarną Madonną?

Pierwsze odpowiedzi każą Filipowi sądzić, że niewiedza naprawdę jest błogosławieństwem.


Kolejna książka Remigiusza Mroza zawitała na moim blogu! No cóż, miałem najpierw w planach skończyć serię z Chyłką, ale na fanpage'u autora zaczęły pojawiać się dziwne znaki dotyczące premiery czegoś nowego, czegoś tajemniczego... Z niecierpliwością czekałem na premierę i możliwość zamówienia w przedsprzedaży nowego cudeńka od tego autora. Po wykonaniu preorderu książka przyszła do mnie już w piątek, choć premiera jest dopiero jutro. No cóż, pierwszy raz spotkałem się z czymś takim, aczkolwiek bardzo się ucieszyłem, że nie czekałem na zakup stacjonarny. Spędziłem z "Czarną Madonną" wspaniały weekend i początek nowego tygodnia. Okładka ogromnie rzuca się w oczy i jest dość kontrowersyjna. Nie zmienia to faktu, że bardzo mi się podoba i jest jedną z lepszych Mroza (obecnie mój faworyt to minimalistyczny "Behawiorysta"). 

Parafrazując posłowie: Zaczynając czytać tę książkę, nie miałem pojęcia, jak głęboki niepokój we mnie wywoła. Jak wiele strun w duszy zadrga mi niepokojąco, grając ponury, smutny nokturn. Opis jak i okładka wskazywały, że mamy do czynienia z czymś nowym, świeżym w dziełach tego autora, jednak nie spodziewałem się, że aż tak bardzo. Sam opis bardzo zachęca, chociaż nawet w ciemno zamówiłbym tę pozycję (sprawa okładki - Dark Crayon znów świetnie się spisał). Myślałem, że akcja będzie się działa wyłącznie wokół zaginionego Boeinga, aczkolwiek Remigiusz Mróz jak zwykle zaskakuje i z rozdziału na rozdział robi się coraz bardziej niepokojąco, a co z tym idzie ciekawie.

Styl pisania autora zdecydowanie odbiega od tego co dostaliśmy w innych książkach. Zarówno w seriach jak i książkach jednotomowych pisarz ma swój własny sposób tworzenia bohaterów, tworzenia akcji i jest wiele zabawnych akcentów. W tym przypadku było kompletnie inaczej. Tym razem autor wprowadził narrację pierwszoosobową, której ostatnio jest bardzo dużo. Lubię ją, bo wtedy lepiej możemy poznać autora i jego sposób myślenia oraz działania, lecz jest dobra, jedynie, gdy jest właściwie napisana, jak w tym przypadku. Remigiusz Mróz rzucił się na głęboką wodę, chcąc napisać horror, a na jeszcze głębszą, gdy ogromną rolę odgrywa religia. Wiele czytelników może być oburzonych chociażby okładką, a jeszcze bardziej tym, jak ogromną rolę odgrywają wydarzenia religijne, jednak należy pamiętać, iż jest to na potrzeby książki, która wypada pod tym względem wspaniale. Jednak właśnie przy tego typu wątkach czuję o wiele większy strach, niż w przypadku zwykłych potworów. Chyba każdego horrory religijne straszą o wiele bardziej. Podczas czytania "Czarnej Madonny" towarzyszył mi niemały niepokój... i o to chodziło! Wydarzenia rozgrywające się na kartach powieści straszyły, ale także zachęcały do dalszego czytania. To wszystko mnie przerażało, ale zarazem interesowało. Długo czekałem na książkę z tego gatunku, po której będę się bał w nocy, ale która będzie napisana dobrze. To właśnie "Czarna Madonna"!

Bohaterów poznajemy w trudnej sytuacji, ponieważ ważna dla nich obu osoba zaginęła w katastrofie lotniczej, a raczej w zniknięciu samolotu w przestworzach. Kinga i Filip wydawali mi się być inni, niż w innych książkach Mroza. Przez to, że akcja była opisywana przez narrację pierwszoosobową dobrze poznaliśmy jedynie głównego bohatera, a nie resztę. Oprócz tego zabrakło im komizmu, który towarzyszy wszystkim postaciom wykreowanym przez Mroza, jednak rozumiem ten zabieg. Ta książka miała siać niepokój i strach. Nie rozumiem jedynie postaci Istniejącego. Ten mężczyzna ogromnie mnie zainteresował, szkoda, że było go tak mało. Odkąd wyszedł z samolotu wiedziałem, że będzie jednym z lepszych punktów książki. No cóż, nie rozumiem kim on jest, skąd się wziął ani nic z rzeczy z nim związanych, jednak jest bardzo intrygujący.

Podsumowując "Czarna Madonna" jest jednym z tych horrorów, które mają genialną fabułę i potrafią straszyć. W posłowiu autor wspominał o dwóch ważnych rzeczach. Uwielbiam Stephena Kinga, a ja uważam, że jest to książka na jego poziomie, a nawet wyższym! Poza tym nigdy więcej nie napisze takiej książki. No cóż, apeluję teraz do pana Remigiusza, aby jednak przemyślał tę decyzję, bo naprawdę świetnie mu to wychodzi. Czekam na więcej! 

★★★★★
Vigilite itaque, quia nescitis diem neque horam.
Remigiusz Mróz - "Czarna Madonna"

17 lipca 2017

[28] Słońce też jest gwiazdą - recenzja



Cześć!
Witam w kolejnym poście! Dzisiaj porozmawiamy o nowej książce Nicoli Yoon - "Słońce też jest gwiazdą". Zapraszam!



Natasha pochodzi z Jamajki, ale od ósmego roku życia mieszka w Stanach. Jej rodzice przebywają w USA nielegalnie i zostają deportowani na Jamajkę. Natasha jest załamana i wściekła na ojca – to przez niego rodzina musi wracać tam, skąd przyjechała. Wierzy w naukę, a nie w miłość. Zwłaszcza po tym, jak zdradził ją chłopak!


Zapewne słyszeliście o tej autorce i jej poprzedniej książce "Ponad wszystko" (recenzja na blogu). Ostatnio było o niej naprawdę głośno z powodu premiery ekranizacji. Niedawno wyszła też druga powieść Nicoli Yoon - "Słońce też jest gwiazdą". Kupiłem ją już jakiś czas temu, ale dopiero teraz znalazłem w moim TBR lukę i wcisnąłem tę premierę. Okładka jest dość specyficzna ale bardzo mi się podoba. Grzbiety bardzo ładnie się komponują z "Ponad wszystko" na półce, co bardzo cieszy mój wzrok, hah. Opis z tyłu książki może wskazywać, że będzie to kolejna młodzieżówka, która nie należy do zbyt ambitnej literatury, jednak jest kompletnie inaczej. Ta powieść o wiele bardziej zachwyciła mnie od "Ponad wszystko", dlaczego?

Często zdarza się, że druga książka tego samego autora jest o wiele gorsza od debiutu, jednak w tym przypadku było kompletnie inaczej. „Słońce też jest gwiazdą” to ciekawa i pouczająca historia Natashy i Daniela. Bardzo polubiłem te główne postacie. W porównaniu do postaci z debiutu te wydają mi się bardziej dojrzałe. Niby są nastolatkami, lecz zachowują się dojrzale, jak dorośli ludzie. Mają prawdziwe życiowe problemy i radzą sobie z nimi, a nie użalają nad sobą. Natashy było mi przez całą powieść bardzo szkoda, za to z Danielem się ogromnie utożsamiałem. Jednym słowem bardzo ich polubiłem za ich "życiowość" i prawdziwość. Warto również wspomnieć, że między narracją Natashy i Daniela autorka opowiada historie ludzi spotkanych na ulicy. Autorka skradła tym moje serce, bo z czymś takim się jeszcze nie spotkałem, a było to cudowne. Nicola opowiadała historie na przykład strażniczki w budynku, którą wszyscy uważali za dziwną. Opisywała kim dokładnie jest, jaki ma cel i dlaczego to robi. Naprawdę bardzo mi się to spodobało, bo poruszała problemy nie tylko głównych bohaterów, ale także przypadkowych ludzi. To pokazuje, że nie tylko my mamy kłopoty, ale także inni ludzie wiodą swoje życie. 

Akcja książki dzieje się przez jeden dzień, lecz zostajemy przenoszeni w retrospekcjach do przeszłości bohaterów. Ta książka dowodzi, że przez jeden dzień może stać się naprawdę wiele! Autorka opowiada między innymi o problemach współczesnej młodzieży. Zdecydowanie nie jest to typowa książka z tego gatunku, bo wątek romantyczny czyli spotkanie chłopaka i dziewczyny na ulicy to tylko wierzchołek góry lodowej. "Słońce też jest gwiazdą" porusza także wiele ważnych problemów dzisiejszego świata. Zawiera w sobie ogromny morał, który porusza i zapamiętuje się go na zawsze. Epilog tej książki jest magiczny i przepiękny. Choć w ostatnim rozdziale odrobinę się zawiodłem to w tej końcówce się zakochałem. Tutaj także mamy wielką naukę - nawet najmniejsze czyny mają wpływ na czyjeś życie.

Autorka pisze lekko i przyjemnie, ale jak wspominałem porusza ważne tematy. "Słońce też jest gwiazdą" bardzo mi się podobało i trafia na listę moich ulubionych młodzieżówek. Zdecydowanie polecam! 
 
★★★★★
Wmawiamy sobie, że wszystko ma swoją przyczynę, ale tak naprawdę karmimy się bajkami. Sami wymyślamy powody, które nic nie znaczą.
Nicola Yoon - "Słońce też jest gwiazdą"

14 lipca 2017

[27] Egzorcysta - kilka słów o klasykach



Cześć! 
Witam w kolejnym poście! Dzisiaj już prawidłowa notka z serii "Kilka słów o klasykach". Nie będzie to typowa recenzja, więc nie będę wystawiał oceny, tylko przedyskutuję kilka fragmentów książki, które były według mnie dobre oraz złe. Dzisiaj z okazji czterdziestlecia tej książki przygotowałem wpis o "Egzorcyście", podobno klasyce horroru. Czy warto sięgnąć po tę pozycję? Zapraszam!


Georgetown w Ameryce, lata 70. XX wieku, dwunastoletnia Regan bawi się spirytystyczną tabliczką ouija. Nawiązuje kontakt z bytem przedstawiającym się jako Kapitan Howdy. Wkrótce w jej otoczeniu dochodzi do paranormalnych zjawisk, a dziewczynka przejawia objawy opętania.

Zaniepokojona drastycznymi zmianami w zachowaniu córki oraz niewytłumaczalnymi zdarzeniami Chris MacNeil, uwielbiana gwiazda filmowa, zabiera Regan do lekarza. Ponieważ ani ten, ani kolejni lekarze niczego nie potrafią ustalić, zdesperowana Chris prosi o pomoc znajomego duchownego, przechodzącego poważny kryzys wiary młodego ojca Damiena Karrasa. Ten podejmuje się odprawienia egzorcyzmów. Pomocy udziela mu doświadczony, schorowany ojciec Lankester Merrin, dla którego spotkanie z demonem okazuje się nie być pierwsze. Rozpoczyna się walka o uwolnienie dziewczynki z rąk demona…

Na podstawie powieści powstał wielokrotnie nagradzany (między innymi dwoma statuetkami Akademii Filmowej) jeden z najbardziej szokujących obrazów w historii, kultowy dziś film w reżyserii Williama Friedkina.



Zapewne wiele razy spotkaliście się z tym dziełem, ja niejednokrotnie. Można o nim powiedzieć, że jest prawdziwą klasyką gatunku zarówno filmowego jak i książkowego. Sami możecie wybrać, gdzie odegrał większą rolę. Jak dla mnie w obu przypadkach "Egzorcysta" jest bardzo ważny, bo zaskakiwał i nadal zaskakuje, ale w latach 70. XX wieku przełamał wiele tematów tabu. Postanowiłem, że i ja chcę się przekonać ile ta książka jest warta, a sięgnąwszy po lekturę z bibliotecznej półki, nie wiedziałem, że wywrze na mnie dość duże wrażenie. Bo tak naprawdę nie jest to typowy horror. Znowu byłem nastawiony na ogromnie straszny dreszczowiec, tak jak w przypadku nieudanego "Lśnienia" (recenzja na blogu). Owszem, było miejscami strasznie, lecz nie tak bardzo. Dostałem coś kompletnie innego niż się spodziewałem, lecz i tak było to dobre.

Historia przedstawiona w tej książce jest dość typowa, lecz nie była taka w tamtych czasach. Dzisiaj powstaje wiele niszowych filmów i lektur o egzorcyzmach, lecz nie są to dzieła przekazujące jakieś wartości. W tym przypadku jest kompletnie inaczej. Córka znanej gwiazdy filmowej po zabawie tajemniczą tabliczką ouija zostaje opętana przez tak zwanego Kapitana Howdy'ego. Jej zachowanie diametralnie się zmienia. Zrozpaczona matka po diagnozach lekarskich zgłasza się do księdza egzorcysty. Ile razy przerabialiśmy coś takiego w popkulturze? Mogę tu przytoczyć między innymi "Egzorcyzmy Emily Rose" czy "Egzorcyzmy Anneliese Michel". Oczywiście są to historie oparte na faktach, jednak także zostały zekranizowane. W tym przypadku jednak nie była to typowa opowieść o wyganianiu złego ducha z ciała człowieka, lecz bardziej powieść psychologiczna. Oczywiście do końca nie wiadomo, czy dziewczyna została opętana, czy po prostu była to choroba psychiczna. Nie zostało to wyjaśnione, bo w tym przypadku było wiele wątpliwości dotyczących rzekomego opętania. Ten problem musicie rozważyć sami. 

Miałem niemały problem z bohaterami, bo nie mogłem wystarczająco się skupić, by poznać kto tak naprawdę jest kim w domu Chris. Znałem ich, lecz niezbyt wiedziałem co oni tam robią i dla mnie byli oni kompletnie niepotrzebni. Bez nich cała opowieść toczyłaby się nadal i według mnie byłaby nawet lepsza niż z nimi. Samej Regan było dla mnie kompletnie za mało. Niby opowieść jest o niej, ale raczej tylko kręci się wokół niej. Według mnie autor powinien bardziej przybliżyć jej zachowanie, jeżeli sami mamy oszacować, czy była opętana, czy chora. Oprócz wielu diagnoz lekarzy i życia prywatnego księdza autor powinien napisać o wiele więcej o dziewczynce. To było bardziej potrzebne.

Sama historia całkowicie mnie nie przeraziła, miejscami była przerażająca, lecz nie tak, żebym miał później koszmary. Jednak klimat "Egzorcysty" jest wspaniały. Sam sobie wyobraziłem całą scenerię, automatycznie pomyślałem o tym, że cały czas jest tam burza, wieje chłodem... Takie typowe sytuacje, lecz iście przerażające podczas egzorcyzmów. Autor od samego początku buduje napięcie, by na końcu je rozładować. Jednak ten koniec także nie był dla mnie idealny. Pięćdziesiąt stron na tytułowe egzorcyzmy to kompletnie za mało. Najciekawszej części książki, było po prostu najmniej. Na tym bardzo się zawiodłem.

Podsumowując "Egzorcysta" nie jest typowym horrorem, a dreszczowcem psychologicznym. Mnie bardzo nie wystraszył, lecz wstrząsnął tym, co dzieje się na świecie. Autor zostawił wiele niedomówień, co jest dość interesującym zabiegiem. Książka mi się podobała i była bardzo potrzebna w tamtych czasach, jednak nie sądzę, żebym do niej wracał.

Do następnego postu
xx K

10 lipca 2017

[26] Kasacja - recenzja


Cześć!
Witam w kolejnym poście! Znów na blogu nastał mroźny klimat, bo recenzja kolejnego Mroza - tym razem "Kasacja". Zapraszam!



Książka nominowana w Plebiscycie Książka Roku 2015 lubimyczytać.pl w kategorii Kryminał sensacja Thriller.

Manipulacje, intrygi i bezwzględny, ale też fascynujący prawniczy świat…
Syn biznesmena zostaje oskarżony o zabicie dwóch osób. Sprawa wydaje się oczywista. Potencjalny winowajca spędza bowiem 10 dni zamknięty w swoim mieszkaniu w towarzystwie ciał zamordowanych osób.
Sprawę prowadzi Joanna Chyłka, pracująca dla bezwzględnej, warszawskiej korporacji. Nieprzebierająca w środkach prawniczka, która zrobi wszystko, by odnieść zwycięstwo w batalii sądowej. Pomaga jej młody, zafascynowany przełożoną, aplikant Kordian Oryński. Czy jednak wspólnie zdołają doprowadzić sprawę do szczęśliwego finału?
Tymczasem ich klient zdaje się prowadzić własną grę, której reguły zna tylko on sam. Nie przyznaje się do winy, ale też nie zaprzecza, że jest mordercą.
Dwoje prawników zostaje wciągniętych w wir manipulacji, który sięga dalej, niż mogliby przypuszczać.



Jeżeli jeszcze nie zauważyliście rok 2017 jest dla mnie rokiem Remigiusza Mroza! Zamierzam przeczytać większość książek tego autora, bo raczej nie uda mi się przeczytać wszystkich - panie Remigiuszu, to niemożliwe! - Oczywiście następna w kolejce "Czarna Madonna", zamówiona w przedsprzedaży i mam nadzieję, że akcją nie będzie ustawać temu thrillerowi prawniczemu. Zanim zacząłem moją jakże wspaniałą przygodę z tym właśnie autorem nie pomyślałbym, że zostanę wiernym fanem polskiej literatury, a tym bardziej polskiego kryminału, o thrillerze prawniczym już nie wspominając. No cóż... ten człowiek pisze same wspaniałe książki i nawet jeśli nie jesteście fanami gatunku, dana pozycja musi się Wam spodobać! Akurat byłem na lotnisku, bo leciałem na wakacje, a gdy odwołano lot musiałem sobie czymś poprawić humor, więc czym prędzej pobiegłem do lotniskowego stoiska z książkami i długo się nie zastanawiając, wziąłem "Kasację". Z tym wiąże się też historia, że zamiast pierwszego tomu wziąłem drugi i dopiero po kilku chwilach czytania stwierdziłem, że to coś nie gra. Na szczęście mogłem to wymienić. ;)
Muszę się przyznać, że było warto!

Takiej fabuły jeszcze nie czytałem! Od pierwszych stron zostajemy wrzuceni w wir akcji i jeśli ma się dużo czasu, można nie przestać, aż do końca. Mnie książka zajęła około trzech dni, choć gdybym miał mniej zajęć przeczytałbym wszystko w jeden. Jak to zwykle bywa u Remigiusza Mroza, kończąc jeden rozdział, chce się już czytać kolejny, bo cały czas dzieje się coś ważnego. Nie ma czasu, żeby odetchnąć i poukładać sobie w głowie kto jest naprawdę kim i co się właściwie dzieje. Jednak tym razem oprócz wyłącznie akcji, mamy spory dodatek humoru w postaci Joanny (pod żadnym pozorem Asi!) Chyłki, która chyba stała się moją ulubioną bohaterką literacką, ale o niej później. Akcja, humor... czego chcieć więcej? Niektórym może brakować wątku romantycznego, ale ja zauważyłem odrobinę chemii, choć było to naprawdę subtelne i myślę, że na tym się skończył romans tej dwójki. Oprócz tego autor wykonał genialny zabieg, bo postać pani adwokat już skądś znam. Skąd? Z książek o Wiktorze Forście, bo właśnie tam, ona broniła go w sądzie. Nie wiem jak Wam, ale mnie bardzo się to podoba. Może w dalszych częściach spotkam inne znane twarze?

Ostatnio bardzo interesuje mnie wątek prawniczy w literaturze/filmie/serialu (niepotrzebne skreślić). Wcześniej obejrzałem "Sposób na morderstwo" lub jak kto woli "How to get away with murder" z genialną Violą Davis, a może chcielibyście recenzje seriali? Tak jak zacząłem, ostatnio te tematy mnie pochłaniają, więc to był wyśmienity dodatek, bo przecież Remigiusz Mróz skończył prawo, czym jest nie tylko moim autorytetem literackim, ale także zawodowym (?). Osobiście chciałbym mieć takie szczęście, jakie miał Kordian!

Przechodząc do bohaterów, muszę zacząć od zjawiskowej, wspaniałej, idealnej, cudownej, jedynej w swoim rodzaju Joanny Chyłki. Ta kobieta to wielka petarda, jest niezwykła w każdym calu. Jak już pisałem, jest to moja nowa ulubiona postać literacka. Uwielbiam ją za jej determinacje, a co najważniejsze humor. Podczas czytania "Kasacji" można się nieźle uśmiać, bo jej teksty są po prostu genialne. Jeszcze lepiej, gdy jest z dość nieporadnym Oryńskim. Ten duet prawniczy zasługuje na idealne odwzorowanie w swojej ekranizacji, która powoli nadchodzi. Jeśli chodzi o Kordiana jego także bardzo polubiłem. Myślę, że mogę się z nim utożsamiać, bo odrobinę go przypominam. No cóż, bohaterowie to strzał w dziesiątkę!

Podsumowując - "Kasacja" jest jedną z tych lepszych książek Remigiusza Mroza. Są same dobre, lecz ta ląduje na półeczce "Te lepsze", chociaż... czy to możliwe? Jego wszystkie dzieła są wspaniałe! Jeżeli chcecie spędzić genialnie czas z dużą dawką akcji i niebanalnym humorem to jest to książka dla Was, a jeśli nie interesuje Was akcja, przeczytajcie to dla Joanny Chyłki, bo naprawdę warto!


★★★★★
Na świecie jest właśnie taka sprawiedliwość, jaką dostaliśmy. Każdy ma swoją rolę do odegrania. Prokurator wyolbrzymia, my pomniejszamy, a sędzia szuka czegoś pośrodku. A przedtem ktoś układa normę prawną, wokół której wszyscy tańczymy jak pieprzeni Indianie, odpychając się wzajemnie i podkładając sobie nogi. To jest sprawiedliwość w demokratycznym wydaniu.
Remigiusz Mróz - "Kasacja"


7 lipca 2017

[25] Zapach domów innych ludzi - recenzja

Podobny obraz

Cześć! Witam w kolejnym poście! Dzisiaj porozmawiamy trochę o niezwykłej nowości od wydawnictwa Jaguar. Zapraszam!


Wielowątkowa opowieść o miłości, nieszczęściu, uśmiechach fortuny i zbawieniu. Znakomity debiut autorki, rozgrywający się na dalekich i wciąż dzikich rubieżach Alaski – najdalszego stanu Ameryki. Osadzona w egzotycznych realiach, głęboko poruszająca i autentyczna historia życia czwórki ludzi, mistrzowsko opisana przez pochodzącą z Alaski Bonnie-Sue Hitchcock, jedną z najbardziej obiecujących współczesnych pisarek. Tej książki nie da się zapomnieć.


O książce dowiedziałem się z jednego z blogów książkowych, który regularnie czytuję. Bardzo zainteresował mnie opis książki, a recenzja tym bardziej mnie zachęciła do lektury, więc już od dłuższego czasu planowałem kupno tej książki. Przy najbliższym zamówieniu książkowym po prostu dodałem ją do koszyka i po kilku dniach przyszła, zachwycająca.

Najbardziej zaciekawiła mnie okładka oraz tytuł, iście poetycki. Moja książkowa intuicja mnie nie zawiodła, bo dostałem to, czego się spodziewałem, ale powracając do tematu. "Zapach domów innych ludzi" - z czym Wam się to kojarzy? Mnie z ciekawą historią, nie do końca dobrą, interesującej osoby, a tak właśnie było. Dodatkowo okładka jest jedną z ładniejszych jakie sam posiadam. Ona także buduje klimat mroźnej Alaski. Samotny dom, śnieżne zaspy i to gwieździste niebo... Mógłbym się nad tym rozwodzić jeszcze bardzo długo, ale jest naprawdę piękna. Według mnie sam tytuł jak i okładka bardzo zachęcają czytelnika do sięgnięcia po tę lekturę!

Fabuła jest historią z życia kilku bohaterów, którzy są w zbliżonym wieku. Można uznać, że każda z nich jest odrębna, lecz w pewnym momencie wszystkie łączą się w całość. Bardzo polubiłem mieszkańców Alaski, choć nie spodziewałem się tego, że autorka osadzi swoją opowieść w latach siedemdziesiątych, lecz bardzo mi się to spodobało. Wracając do bohaterów - oni wszyscy byli tacy ludzcy, nie tacy jak w dzisiejszych książkach młodzieżowych. Brakowało popularnych dzieciaków, którzy gnębią tych biedniejszych. Postacie byli normalnymi nastolatkami, lecz dobrymi dla siebie nawzajem. Nie potrafię tego precyzyjnie określić, lecz bardzo ich wszystkich polubiłem za to, że nie stawali do siebie wilkiem, a wspierali. Piękne dziewczyny wolne dnie spędzają na pomocy przy połowach, a chłopcy także nie próżnują. Wszyscy pomagają rodzinie, bo wiedzą co jest ważne, lecz sami często rezygnują ze swoich marzeń. Najbardziej ze wszystkich polubiłem Ruth i Hanka, najprzyjemniej czytało mi się historię dziewczyny wysłanej do zakonu, lecz inne także były interesujące i miały swoją magię. 

Hitchcock świetnie wykreowała świat. Jak dla mnie idealnie i plastycznie opisywała wszystkie wydarzenia, ale też realia panujące w tamtych czasach w tamtym miejscu. Sam poczułem, że razem z postaciami przemierzam mroźną Alaskę. Wielkie wrażenie zrobiły na mnie właśnie te opisy, właśnie dzięki nimi sami mogliśmy poczuć tytułowy zapach domów innych ludzi. Autorka przeniosła nas do refleksyjnej krainy, gdzie życie opiera się na prostych a zarówno surowych zasadach. Głowni bohaterowie musieli się wielu rzeczy wyrzec, by żyć w taki sposób jak ich przodkowie. Jest to doprawdy wzruszająca historia mająca swoją magię. 

Podsumowując "Zapach domów innych ludzi" jest przepiękną opowieścią, lecz według mnie lepszą na jesienne okresy, gdzie mamy więcej czasu na refleksje i przemyślenia. Autorka zauroczyła mnie historiami bohaterów, ale także plastycznymi opisami Alaski z lat 70. Mam nadzieję, że w najbliższym czasie będę mógł przeczytać jeszcze jakąś książkę tej wspaniałej kobiety. I właśnie dla tej historii daję jedną gwiazdkę więcej w skali.

★★★★★

Niektórzy ludzie z pozoru wydają się zupełnie nieszkodliwi, a w rzeczywistości tylko czekają, by wybuchnąć, i jeśli człowiek zanadto się do kogoś takiego zbliży, może się boleśnie sparzyć.
Bonnie-Sue Hitchcock - "Zapach domów innych ludzi"

3 lipca 2017

[24] Ponad wszystko - recenzja


Cześć!
Witam w kolejnym poście! Dzisiaj porozmawiamy o tak zwanej książce idealnej na wakacje. Mowa oczywiście o "Ponad wszystko". Zapraszam! 



Maddy jest uczulona dosłownie na wszystko. Nigdy nie opuszcza domu, a jedynymi osobami, które widuje, są jej mama i pielęgniarka. Ale pewnego dnia musi zmierzyć się ze światem zewnętrznym i wtedy spotyka Olly’ego. Czy podejmie największe ryzyko w swoim życiu?


Chciałem przeczytać tę powieść już rok temu, gdy zrobiło się o niej bardzo głośno. To właśnie w 2016 cały polski booktube i blogosfera zawrzał i wszyscy zachwycali się "Ponad wszystko". Niestety wtedy nie udało mi się wcisnąć tej książki w mój literacki grafik, a później po prostu o niej zapomniałem. Przypomniał mi o niej zwiastun filmu, który teraz zagościł w kinach. Zakochałem się w samym teasterze, a wyznając zasadę 'najpierw książka, potem film' stwierdziłem, że pierwowzór literacki musi być o niebo lepszy, więc na początku wakacji to zakupiłem. Czy warto?

Pomysł na fabułę jest bardzo dobry. Wcześniej nie spotkałem się w literaturze czy kinematografii wątku choroby nie pozwalającej wyjść na świat. To przerażające jak ta choroba ogranicza ludzi i całe ich życie. O tym możemy się dowiedzieć z kart tej powieści. 

Główna bohaterka - Maddie - praktycznie całe życie spędziła w swoim domu. Ma kontakt jedynie ze swoją mamą, pielęgniarką Carlą, lekarzem i nauczycielami, którzy dają jej lekcje przez komunikator internetowy. Oprócz tego ma internetowych przyjaciół. Całe dnie spędza czytając książki, oglądając z mamą filmy czy grając z nią w gry. Brzmi jak opis typowej blogerki lub geeka, więc jej postać odrobinę skojarzyła mi się z "Fangirl" od Rainbow Rowell. Jednak pewnego dnia jej całe życie odwraca się do góry nogami, bo do sąsiedniego domu wprowadza się nowa rodzina. Główna bohaterka jest bardzo sympatyczna i bardzo było mi jej szkoda, lecz momentami strasznie mnie irytowała swoim infantylnym zachowaniem. Jednak bardzo spodobał mi się delikatny sposób w jaki opisuje to Nicola Yoon. Było tak bardzo prawdziwe, choć odrobinę przesłodzone, lecz bardzo subtelne. Drugi główny bohater - Olly - jest według mnie ciekawszą postacią. Nie jest to typowy chłopak z problemami, który ukrywa swoją przeszłość i stara się być zły, bo takich osób bardzo nie lubię. On był bardzo miły, lecz jego rodzina była okropna. Zaintrygował mi swoim sposobem bycia i zainteresowaniami, a głównie tym jak pozory mogą mylić. Czy posądzilibyście chłopaka całego ubranego na czarno (jak ja) uprawiającego parkour o to, że jest jednym z inteligentniejszych uczniów z matematyki? Muszę jeszcze wspomnieć o postaci Carli, która jest wspaniała! Odrobinę przerysowana, lecz dająca nadzieję i przekazująca wiele prawd życiowych, których nie nauczymy się z podręczników. Bohaterowie są jak najbardziej na plus!

Zakończenie jest bardzo nieprzewidywalne. Nie wpadłoby mi do głowy to, co stało się na ostatnich stronach powieści. Środek przewidziałem, i wiedziałem, że takie coś się stanie. Zakończenie jednak niezbyt mi się spodobało. Byłem przekonany, iż całe "Ponad wszystko" będzie utrzymany w słodkim klimacie, gdzie wszystko da się naprawić przeprosinami z piosenką Petera Gabriela w tle (jeżeli wiecie o co chodzi) jednak się przeliczyłem. Ogólnie troszkę nie rozumiałem co się dzieje, dopiero po przeczytaniu musiałem sobie wszystko ułożyć w głowie. 

"Ponad wszystko" jest dość schematyczną książką, lecz przedstawioną na nowy, świeży sposób. Przekazuje ogromne wartości takie jak wiara w marzenia, możliwość dokonania tego, co chcemy osiągnąć. Nie żałuję, że po nią sięgnąłem, bo spędziłem naprawdę wspaniałe popołudnie. Polecam!

★★★
Jeśli człowiek nie żałuje, znaczy że nie żył.
Nicola Yoon - "Ponad wszystko"
Szablon dla Bloggera stworzony przez Devon.